„Nie wiem” – przyznałem.
„To możliwe” – powiedział Carl. „Załoga albo ktoś podszywający się pod pasażera. Jeśli to zaplanował, nie pozostawił tego przypadkowi”.
Rozejrzałem się po jadalni, nagle inaczej patrząc na nieznajomych. Każda uśmiechnięta twarz stała się potencjalnym zagrożeniem.
Carl zniżył głos. „W takim razie musimy ograniczyć twoje kontakty. Nie przyjmuj drinków. Nie spaceruj samotnie nocą. I nie wychodź na ten balkon”.
Zaschło mi w ustach. „Skąd wiedziałeś, że mam balkon?”
Spojrzenie Carla spokojnie powędrowało w moją stronę. „Kajuty na pokładzie ósmym, takie jak twoja, często tak mają. Ale wiem to głównie dlatego, że mężczyźni, którzy planują „wypadki”, zazwyczaj wybierają miejsca zapewniające prywatność”.
Sposób w jaki to powiedział, sprawił, że przeszły mnie ciarki.
Kontynuował: „Oto, co proponuję. Nie śpij dziś w nocy w swojej kabinie”.
Spojrzałam na niego. „Co?”
„Mój apartament ma salon i rozkładaną sofę” – powiedział. „Możesz tam zostać. Jeśli ktoś będzie cię szukał w 847, nie znajdzie cię”.
Oferta uderzyła mnie z siłą, której się nie spodziewałem. Nie dlatego, że była dramatyczna, ale dlatego, że była po prostu życzliwością od człowieka, który nic mi nie był winien.
„Nie mogę cię prosić, żebyś ryzykował” – powiedziałem ze ściśniętym gardłem.
Carl machnął ręką. „Robert, wychowałem czwórkę dzieci i pochowałem żonę. Radziłem sobie z gorszymi rzeczami niż chciwy syn. I szczerze mówiąc” – dodał z lekkim uśmiechem – „dawno nie przeżyłem przygody wartej opowiedzenia”.
Tej nocy Carl pomógł mi przenieść kilka niezbędnych rzeczy do jego kabiny. Kosmetyki. Ubranie na zmianę. Leki. Ładowarkę do telefonu.
Jego apartament był większy i cieplejszy. Pachniał delikatnie wodą kolońską i kawą. Drzwi balkonowe były zamknięte na klucz i Carl sprawdził je dwa razy, bez mojej prośby.
Około dziesiątej zadzwonił mój telefon.
Znowu Michael.
Carl uniósł swój telefon i otworzył aplikację do nagrywania, po czym skinął mi głową. „Odbierz. Daj mu mówić”.
Wziąłem głęboki oddech i włączyłem głośnik.
„Witaj, synu.”
„Tato!” Michael brzmiał radośnie, niemal z ulgą. „Jak rejs? Bawisz się?”
„Jest piękny” – powiedziałam, pozwalając, by mój głos stał się łagodniejszy. „Statek jest niesamowity. Jeszcze raz dziękuję”.
„Proszę bardzo. Poznałeś kogoś? Zaprzyjaźniłeś się?”
Znów to samo. Sprawdzanie mojej izolacji.
„Tak” – powiedziałem. „Spotkałem pewnego dżentelmena o imieniu Carl. Zjedliśmy razem.”
Cicha pauza. Tak krótka, że mógłbym ją przegapić, gdybym nie słuchał, jakby od tego zależało moje życie.
„Dobrze” – powiedział Michael. „Ale tato, uważaj. Czasami ludzie wykorzystują starszych pasażerów”.
Carl gwałtownie uniósł brwi. Próbuje odstraszyć cię od sojuszników.
„Będę ostrożny” – powiedziałem. „Michael, mogę cię o coś zapytać?”
"Wszystko."
„Dlaczego wysłałeś mnie w tę podróż akurat teraz?” – zapytałem delikatnie. „To było takie nagłe”.
Michael westchnął, jakby zirytowany pytaniem. „Rozmawialiśmy o tobie z Clare. Wyglądałeś na zestresowanego. Pomyśleliśmy, że potrzebujesz chwili wytchnienia. Żeby się całkowicie odciąć”.
Rozłącz się całkowicie.
Ta fraza utkwiła mi w pamięci jak pieczęć w głosie Clare. Wyćwiczona.
„Dobrze” – powiedziałem. „A co do biletu powrotnego…”
„Tato” – wtrącił szybko, odzyskując wymuszoną cierpliwość. „Proszę. Nie martw się o to. Wszystko załatwione”.
„Jeśli jesteś pewien” – powiedziałam, znów ściszając głos, tak jak kiedyś, gdy się złościł.
„Jestem pewien” – powiedział. „Idź na galę kapitańską jeszcze w tym tygodniu. Baw się dobrze. Tylko… po imprezach wracaj prosto do swojej kabiny. Nie włócz się. To może być niebezpieczne”.
Podawał mi instrukcje, przedstawiając scenariusz tego, co później nazwano wypadkiem.
„Tak” – powiedziałem cicho. „Dobranoc”.
Kiedy się rozłączyłem, Carl i ja spojrzeliśmy na siebie.
„On nawet nie próbuje tego ukryć” – mruknął Carl.
„Nie” – powiedziałem. „On kształtuje tę historię, póki jeszcze żyję”.
Następnego ranka udaliśmy się prosto do punktu obsługi pasażerów.
Biuro wyglądało jak mały bank, jasne drewno i chrom, personel uśmiechał się zbyt promiennie. Młoda pracownica o imieniu Patricia wyświetliła moją rezerwację na ekranie i zmarszczyła brwi.
„Panie Sullivan” – powiedziała powoli – „to trochę nietypowe. Ma pan rezerwację na rejs, ale… nie ma biletu powrotnego. To rezerwacja w jedną stronę”.
Usłyszenie tego na głos uderzyło mnie mocniej, niż się spodziewałem. Poczułem ucisk w klatce piersiowej, jakby moje ciało wciąż czekało na inną rzeczywistość.
Carl pochylił się uprzejmie. „Czy mógłby teraz kupić bilet powrotny?”
„Oczywiście” – powiedziała Patricia. „Sprawdzę dostępność”.
Stuknęła w klawisze, po czym skinęła głową. „Jest wolne miejsce w przyszłą sobotę, o godzinie 15:00, z Miami do Chicago. Siedemset pięćdziesiąt dolarów”.
„Wezmę to” – powiedziałam bez wahania, przesuwając kartę kredytową po ladzie.
Gdy Patricia to analizowała, Carl wyszeptał: „To ważne. To dowód, że nigdy nie planował twojego powrotu”.
Kiedy wyszliśmy z biura i wyszliśmy na otwarty pokład, słońce świeciło jasno i ciepło, a karaibskie powietrze było niemal słodkie. Ludzie wylegiwali się na leżakach, śmiali się i popijali drinki.
Nie odczułem nic z tego.
Mój telefon zawibrował, gdy dostałem SMS-a od Michaela.
Dzień dobry, tato. Dobrze spałeś?
Carl zerknął na niego. „Sprawdza. Chce wiedzieć, czy byłeś w swojej kabinie”.
Odpisałem.
Świetnie spałem. Teraz jestem na pokładzie i cieszę się słońcem.
Jego odpowiedź nadeszła natychmiast.
Dobrze. Zwiedziłeś już statek? Uważaj przy relingach. Osoby w twoim wieku mogą dostać zawrotów głowy od ruchu.
Wpatrywałem się w tę wiadomość, aż mnie oczy zapiekły.
On mnie nie ostrzegał.
Pisał mój nekrolog.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
