Wiadomość od Michaela.
Czy wsiadłeś/aś bez problemu? Daj znać, czy się rozgościłeś/aś.
Normalny syn zapytałby, czy jadłem, czy lot był wyczerpujący, czy czegoś mi potrzeba.
Michael chciał potwierdzenia. Znacznika czasu.
Chciał wiedzieć, czy plan jest realizowany.
Patrzyłem na wiadomość, aż ekran zgasł, po czym wpisałem ją ponownie.
Wszystko załatwione. Domek jest piękny. Jeszcze raz dziękuję.
Dodałam emotikonę serca, tak jak czasami robiła to Clare, ponieważ wiedziałam, że przeczytają ją razem i będą usatysfakcjonowane.
Potem odłożyłem telefon i znów spojrzałem na ocean.
Woda w popołudniowym słońcu wyglądała jak wypolerowane szkło, bezkresna i jasna, jakby nic brzydkiego nie mogło na niej istnieć. Ale żyłem wystarczająco długo, by wiedzieć, że najniebezpieczniejsze rzeczy rzadko się ujawniają. Często przybywają uśmiechnięte i zapakowane w złote koperty.
Ktoś cicho zapukał do moich drzwi.
Moje ciało natychmiast się napięło.
Nie ruszyłem od razu w tamtą stronę. Stałem nieruchomo, nasłuchując drugiego pukania, głosu, jakiejkolwiek wskazówki, kto jest po drugiej stronie.
Kolejne delikatne pukanie. Potem radosny, profesjonalny głos za drzwiami.
„Steward! Tylko upewniam się, że wszystko tu w porządku.”
Wypuściłem oddech, którego wstrzymywania nie byłem świadomy.
Kiedy otworzyłem drzwi, młody mężczyzna w eleganckim mundurze uśmiechnął się uprzejmie. Na jego plakietce widniał napis ANDREW. Trzymał w ręku małą podkładkę i pachniał lekko cytrynowym płynem do czyszczenia.
„Dzień dobry, proszę pana” – powiedział. „Witamy na pokładzie. Jeśli potrzebuje pan dodatkowych ręczników lub czegokolwiek innego, proszę dać mi znać”.
„Dziękuję” – odpowiedziałem, zmuszając się do przyjęcia łagodnego, nieszkodliwego tonu, jakiego ludzie oczekują od starszych mężczyzn. „Wszystko w porządku”.
Uśmiechnął się ponownie i ruszył dalej korytarzem, pukając do następnej kabiny.
Patrzyłam, jak odchodzi, i czułam, jak mój puls zwalnia. Każda interakcja będzie teraz testem. Każda osoba będzie znakiem zapytania, dopóki nie okaże się inaczej.
Gdy mój telefon znów zawibrował, okazało się, że to połączenie przychodzące.
Michał.
Oczywiście.
Pozwoliłem, by telefon zadzwonił jeszcze raz, niż było to konieczne, dając sobie czas na przygotowanie głosu.
„Witaj, synu.”
„Tato” – powiedział ciepło, aż za ciepło. „Jak leci? Jesteś na statku?”
„Tak” – powiedziałem. „Jestem już w swojej kabinie. To piękny pokój”.
„O, dobrze” – odpowiedział. „Brzmisz na zmęczonego. Powinieneś odpocząć”.
Słowo „reszta” brzmiało niewłaściwie. Nie „zaniepokojenie”. Instrukcja.
„Zrobię to” – powiedziałem. „To był długi dzień”.
„Poznałaś już kogoś?” – zapytał swobodnie.
I oto było. Pierwsze dochodzenie.
Utrzymałem lekki ton. „Nie do końca. Tylko personel”.
„Dobrze” – powiedział szybko i usłyszałem, jak lekko się rozluźnia. „W porządku. Ale tato, uważaj. Rejsy bywają… nieprzewidywalne. Zwłaszcza ze starszymi pasażerami. Nie oddalaj się za bardzo w nocy”.
Budował narrację. Umieszczał wskazówki dotyczące bezpieczeństwa, które później mogły posłużyć jako wyjaśnienie.
„Będę ostrożny” – powiedziałem. „Michael… mogę cię o coś zapytać?”
"Oczywiście."
„Clare zarezerwowała ten rejs, prawda?”
Chwila ciszy. „Tak. Zrobiliśmy to razem”.
„To dlaczego mój bilet jest w jedną stronę?” – zapytałem łagodnie, jakbym dopiero teraz to zauważył.
Kolejna pauza, tym razem dłuższa.
„Tato” – powiedział z wymuszoną cierpliwością – „mówiłem ci, żebyś się nie martwił szczegółami. Biuro podróży zajmuje się wszystkim. Po prostu się odpręż”.
„Jestem pewien” – odpowiedziałem, starając się zachować łagodny ton. „Ale lubię rozumieć rzeczy. Nie chcę utknąć na mieliźnie”.
„Nie utkniesz na mieliźnie” – warknął, po czym natychmiast złagodniał. „Przepraszam. Nie miałem tego na myśli. Po prostu… Tato, zaufaj mi. Ciesz się wakacjami. O to właśnie chodzi”.
Pozwoliłam sobie zabrzmieć niepewnie. „Dobrze. Skoro tak mówisz.”
„Dobrze” – powiedział, a w jego głosie znów pojawiła się ulga. „Zadzwoń do mnie jutro i opowiedz, jak minęła ci pierwsza noc”.
„Tak zrobię” – powiedziałem cicho.
„Kocham cię, tato.”
Przełknęłam ślinę. „Ja też cię kocham”.
Kiedy zakończyłem rozmowę, żołądek mi się przewrócił, jakbym połknął coś kwaśnego. Uniknął pytania o bilet powrotny tak, jak mężczyzna unika poczucia winy.
Potwierdziło to, co już wiedziałem.
Jednak usłyszenie tego w jego głosie sprawiło, że stało się to realne w nowy sposób.
Usiadłem na brzegu łóżka i pocierałem dłonie, próbując je ogrzać. Dłonie miałem spocone. Powietrze w kabinie wydawało się zbyt nieruchome.
Frank Harrison potrzebował czasu, żeby przekopać się przez finanse Michaela. To miało się przydać później, na lądzie.
Tu, na statku, potrzebowałem sojuszników. Potrzebowałem świadków. Potrzebowałem kogoś, kto stanie u mego boku, jeśli sytuacja stanie się brutalna, kogoś, kto będzie mógł wezwać pomoc, kogoś, kto zapamięta szczegóły, jeśli nie przeżyję.
Musiałem zrozumieć sam statek.
Wyszedłem z kabiny i zacząłem iść.
Korytarze były szerokie i wyłożone wykładziną, oświetlone delikatnym żółtym światłem. Drzwi po obu stronach, identyczne, niczym pokoje hotelowe w labiryncie. Kilka par przeszło obok, ubranych w stroje kurortowe, śmiejąc się i trzymając plastikowe kubki z małymi parasolkami. Dziecko biegło przed rodzicami, piszcząc, a jego kroki tłumił dywan.
Ta normalność wydawała się nierealna.
Wszedłem po schodach, a potem zjechałem windą. Obserwowałem twarze ludzi. Personelu. Pasażerów. Każdego, kto wyglądał na zbyt skupionego na mnie.
Na pokładzie 10 basen tętnił już muzyką. Zapach kremu do opalania mieszał się ze smażonym jedzeniem. Ludzie wylegiwali się na słońcu, ich skóra promieniała, a śmiech był głośny i beztroski. Nie sposób było wyobrazić sobie tu śmierci. To właśnie czyniło to miejsce idealnym dla kogoś takiego jak Michael. Tragedia na wakacjach zawsze trafia do szufladki z nieszczęśliwym wypadkiem.
Szedłem powoli wzdłuż krawędzi pokładu, udając, że widok to wszystko, na czym mi zależy. Zwracałem uwagę na balustrady. Mokre plamy, gdzie chlupotała woda. Miejsca, gdzie nocą padały cienie.
Potem znalazłem kamery bezpieczeństwa.
Małe, czarne kopuły wciśnięte w kąty. Niektóre widoczne, inne niemal ukryte. Obserwowały główne korytarze, wejścia do części publicznych, windy. To sprawiło, że coś w mojej piersi się uspokoiło. Kamery oznaczały nagrania. Zapisy oznaczały dowody.
Ale gdy minąłem rząd balkonów domków i spojrzałem na prywatne przestrzenie zwrócone ku oceanowi, zobaczyłem prawdę.
Żadnych kamer.
Te balkony były martwymi punktami.
Michael wybrał moją chatę właśnie z tego powodu.
Poczułem wtedy pierwszy błysk prawdziwego strachu, takiego, który próbuje wpełznąć ci do gardła i ukraść głos. Połknąłem go.
Nie teraz.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
