Wracamy razem" – w wieku 67 lat Manuel Mijares przerywa milczenie i ujawnia sekret Lucero...

Niektórzy płakali, inni się uśmiechali. Jakby wszyscy czekali latami, by usłyszeć te słowa. A Mijares, z tym spokojem, który daje tylko dusza w pokoju, spojrzał w górę, podziękował i powiedział cicho: "Jeśli życie czegoś mnie nauczyło, to tego, że są miłości, które się nie kończą, tylko zmieniają formę." I z tym scena wypełniła się emocją, której żaden akord nie potrafił opisać u człowieka, który po całym życiu w końcu odważył się powiedzieć prawdę swojego serca.

Los zwykle pisze swoje najlepsze historie między akordami a ciszą. Tak właśnie zaczęła się historia Manuela Mijaresa y Lucero, historia, w której muzyka była nie tylko sceną, ale także językiem, w którym ich dusze się rozpoznawały. Były lata 80., a Jares był już uznanym wokalistą o potężnym głosie i eleganckim stylu, który wyróżniał go wśród wielkich meksykańskich artystów. Lucero natomiast była młodą prodigy-aktorką, charyzmatyczną piosenkarką pełną energii i czułości.

Dwa różne pokolenia, dwie różne ścieżki życia, ale ta sama miłość do muzyki. Poznaliśmy się w programie telewizyjnym, jak wspominał Mijares, lata później. Miała światło, które było widoczne kilka metrów dalej. Nie tylko była piękna, była autentyczna, zabawna, czarująca. Lucero, z tym uśmiechem, który rozświetla wszystko, zawsze mówił o nim z podziwem. Podziwiałam go od dziecka, powiedziała śmiejąc się. Jej głos wydawał mi się niesamowity. Kiedy usłyszałam jego śpiew, wywołał we mnie coś, czego nie potrafiłam wyjaśnić. Na początku ich relacja była wyłącznie zawodowa.

Zbiegały się w wydarzeniach, nagrodach, próbach, ale stopniowo szacunek zamieniał się w ciekawość, a ciekawość w uczucie. Było coś w sposobie, w jaki na siebie patrzyli, co publiczność zaczęła zauważać. Było to oczywiste, powiedział jeden z producentów. Mieli chemię, nawet jeśli próbowali ją ukryć. W 1990 roku los dał im idealną pretekst, by wspólnie nagrać utwór El privilegio de amir amar. Ta ballada, która mówiła o miłości, która trwa mimo wszystko, stała się fenomenem.

I choć obaj twierdzili, że to tylko muzyczna współpraca, publiczność już znała prawdę, było coś więcej. Ta piosenka była lustrem, wyznał mój Jares. To, co śpiewaliśmy, było dokładnie tym, co czuliśmy. Nagrania zostały przedłużone nie z powodu technicznej konieczności, lecz dlatego, że nikt nie chciał, by ten moment się skończył. Między śmiechem, spojrzeniami i notatkami zaczęli naprawdę się odkrywać. Z Lucero nie sposób było nie uśmiechać się, powiedział. Miał zaraźliwą radość. Tam, gdzie była, nie było smutku.

Prasa zaczęła mówić o parze roku, ale poza nagłówkami to, co było między nimi, było czymś prawdziwym. Rozumieli się bez słów, podziwiali się bez zazdrości, towarzyszyli sobie bezwarunkowo. Lucero opisał to tak. Manuel sprawił, że poczułam się bezpiecznie. Był spokojnym człowiekiem, z opanowaniem, które równoważyło moją energię. U jego boku nauczyłem się, że miłość może być także pokojem. Ich związek rozkwitł podczas tras koncertowych, wywiadów i zdjęć przed kamerami. Ale co ciekawe, chwile, które pamiętali najbardziej, nie były pełne efektu, lecz proste: wspólne wypicie kawy o świcie, śmiech z czegoś nieistotnego, wspólne słuchanie muzyki w ciszy.

"Życie artysty pełne jest hałasu," powiedziała Mijares, ale z nią wszystko stało się piękną ciszą. Gdy śpiewali w duetach, więź była niemal namacalna. Publiczność czuła, że to, co działo się na scenie, wykraczało poza interpretację. Były spojrzenia, które mówiły ponad tysiąc słów, minimalne gesty skrywające czułość i współudział niemożliwy do udawania. To było tak, jakby nasze głosy urodziły się, by się spotkać, przyznał. A może w pewnym sensie tak właśnie było.

Muzyka była świadkiem i współtowarzyszem ich miłości. Każda wspólna piosenka zdawała się opowiadać rozdział ich historii. Od romantycznych tekstów po nostalgiczne, wszystko brzmiało inaczej, gdy ich głosy się splatały. Z nią zrozumiałem, że muzyka nie tylko się śpiewa, ale też się ją czuje, powiedział Miares. Lucero nadawał sens każdej nutce. Śpiewać z nią to było śpiewać sercem. Przez lata tworzyli jeden z najbardziej ukochanych duetów w Ameryce Łacińskiej, nie tylko ze względu na talent, ale także autentyczność ich relacji.

To była miłość, którą można było usłyszeć, którą można było zobaczyć, którą można było poczuć. Jednak oboje wiedzieli, że nie wszystko będzie łatwe. Sława, plany i presja medialna zaczynały się między nimi wkradać. Ale w tych pierwszych dniach to wszystko nie miało znaczenia. Byliśmy zakochani, wspominał Lucero. A gdy ktoś kocha w ten sposób, świat może poczekać. Patrząc wstecz, Mijares przyznał, że ten etap był magiczny. Wszystko miało sens. Muzyka nas łączyła i przez jakiś czas sprawiała, że wierzyliśmy, iż nic nas nie rozdzieli.

I być może, mimo że lata mijały, a życie potoczyło się różnymi ścieżkami, ta magia nigdy całkiem nie zgasła. Bo gdy dwie dusze spotykają się przez muzykę, ta więź zostaje na zawsze zapisana, jak melodia, której czas nie może wymazać. Muzyka nas łączyła i w pewien sposób nadal nas łączy. Był rok 1997, gdy cały Meksyk został sparaliżowany przed telewizorem. W czasach, gdy romantyzm wciąż miał moc zatrzymania czasu, Manuel Míares i Lucero zgodzili się na wesele, które pozostanie w pamięci przez dekady, transmitowanym na żywo przez miliony widzów.

To było coś więcej niż ślub, to było wydarzenie narodowe, święto miłości, które zdawało się wywodzić z filmu. Tamtego dnia nie tylko my wzięliśmy ślub, powiedziałabym lata później z melancholijnym uśmiechem. Cały kraj poślubiony z przekonaniem, że istnieje doskonała miłość. Lucero, ubrana za nowoczesną księżniczkę, promieniowała szczęściem. Miares, ze swoją zwykłą elegancją, nie mógł oderwać od niej wzroku. W tamtym czasie nie było kamer, świateł, prasy. Tylko oni dwoje, przysięgający wieczną miłość, podczas gdy świat patrzył.

Los primeros años fueron un cuento de hadas. Compartían giras, presentaciones y, sobre todo, una complicidad única. Cantaban juntos, reían juntos y cada entrevista se convertía en una muestra pública de cariño. Nos entendíamos con solo mirarnos, recordaba Lucero. Era como si habláramos un idioma que nadie más conocía, pero detrás del brillo, la vida de pareja tenía sus retos. Ambos eran artistas, ambos vivían en un mundo donde el tiempo no pertenecía a nadie. Los viajes, las grabaciones, los ensayos.

Wszystko działo się pomiędzy chwilami intymności. Czasem mijały tygodnie, a my nie mogliśmy się zobaczyć, wyznał Mijares. A miłość, bez względu na to, jak silna jest, potrzebuje obecności. Sława, która początkowo wydawała się sojusznikiem, zaczęła przeradzać się w intruza. Media śledziły każdy krok, każdy gest, każdą plotkę. Presja była stała. Staliśmy się widowiskiem, nawet gdy nie chcieliśmy, powiedział Lucero lata później. Mimo wszystko wciąż byli zespołem. Wspierali się nawzajem, podziwiali się i przede wszystkim głęboko się szanowali.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.