Anna chciała odpowiedzieć krótko, bez oskarżeń, mówiąc po prostu: „Porozmawiamy później”, ale goście zaczęli wlewać się do pokoju.
- O, masz rację!
- Spójrz, talent się obudził!
— Co to jest? Śledź? I nie pod futrem?
- Mówiłem ci, że ona nie umie zrobić futra!
Anna siedziała prosto, ręce złożyła na kolanach, a jej oczy były spokojne – ale w środku wszystko brzęczało, jak w przegrzanym czajniku, któremu nie wolno gwizdać.
Gdy wszyscy usiedli, teściowa uroczyście podniosła widelec:
- No to spróbujmy tego, co przygotowała nasza gospodyni.
I dodała jakby przypadkiem:
- Mam nadzieję, że tym razem będę miał więcej szczęścia.
Anna gwałtownie wciągnęła powietrze.
Przy stole zapadła napięta cisza.
Jej mąż cicho dotknął jej dłoni pod obrusem.
Jednak ten dotyk nie zdołał jej uspokoić.
Bo ciocia Lida, odgryzwszy kawałek, rzekła głośno:
— Trochę soli.
I wtedy coś w Annie pękło.
Bardzo cicho.
Bardzo spokojnie.
Wstała.
„Smacznego” – powiedziała spokojnie. „I idę już”.
„Dokąd?” – wykrztusiła teściowa.
— Do miejsca, w którym nie będę osądzany, dopóki będę milczał.
Anna zdjęła fartuch i położyła go na krześle.
— Jedz. Próbowałem. Ale nie będę tego dłużej znosić.
Wyszła z pokoju, słysząc zaskakujące szepty.
Mąż poszedł w jego ślady.
A przy stole, po raz pierwszy tego wieczoru, zapadła prawdziwa, ogłuszająca cisza.
Rozmowa, której się obawiali
Anna wyszła na werandę. Powietrze było zimne, niemal smagało ją po twarzy – i to było dziwnie otrzeźwiające.
Usiadła na stopniu, obejmując dłońmi gorący kubek herbaty, który chwyciła odruchowo, nawet nie pamiętając, jak ją nalała.
Drzwi za nią cicho zaskrzypiały.
Igor wyszedł.
Usiadł obok niej, jakby bał się jej dotknąć.
- Anya... proszę czekać.
„Słucham” – powiedziała, nie odwracając głowy.
Igor milczał przez długi czas.
Było tak, jakby zbierał w pięści coś, czego od dawna mu brakowało – uczciwość.
- Masz rację. Oni... oni nigdy nie są zadowoleni.
Wziął głęboki oddech:
„I to moja wina. Pozwoliłem im tak do ciebie mówić. Zbyt długo. Myślałem, że to „rodzina”, i tak powinno być. A ty… po prostu wziąłeś to wszystko na siebie”.
Anna spojrzała na niego po raz pierwszy.
W jego oczach nie było żadnego usprawiedliwienia, tylko konsternacja. I, jak się zdawało, ból.
„Jestem zmęczona, Igorze” – powiedziała cicho. „Nie od gotowania. Nie od gości. Od tego, że jestem tylko miejscem, gdzie twoja rodzina może wytrzeć stopy”.
Zwrócił się do niej ostro:
- Nie chciałem, żeby tak się stało!
„Ale tak było” – odpowiedziała spokojnie. „I wiedziałeś”.
Zakrył twarz dłońmi jak mały chłopiec.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
