Podczas gdy jeden szukał sposobu na uniknięcie katastrofy, drugi bronił pomysłu nie poddania się żadnemu obcemu mocarstwu. Tej nocy Aleida zobaczyła Che'a wracającego z płonącymi oczami, mówiącego słowa, których nigdy nie zapomni. Fidel wybrał bezpieczeństwo zamiast zasad. To był pierwszy raz, gdy zrozumiała, że dwaj mężczyźni, których podziwiała, nie są tak podobni, jak wszyscy sądzą. Rewolucja ich zbliżyła, ale ich światopoglądy zaczynały ich rozdzielać. Od tego momentu każda rozmowa między nimi miała niewidzialne napięcie.
Na oficjalnych spotkaniach uśmiechy wydawały się wyważone, uściski bardziej formalne. Alea to zauważyła i choć nikt nie odważył się tego wypowiedzieć na głos, wielu w bliskim otoczeniu wiedziało, że relacja między Fidelem a Che nie jest już taka sama. Che stawał się coraz bardziej idealistą, coraz bardziej niecierpliwym. Marzył o rozszerzeniu rewolucji poza Kubę, o rozpaleniu iskry w innych krajach. Fidel natomiast stał się bardziej wyrachowany, świadomy ciężaru władzy, ryzyka sprzeciwiania się światu.
Różnice ideologiczne przerodziły się w różnice osobiste. Leida, nie rozumiejąc w pełni, widziała, jak dystans między nimi rośnie z dnia na dzień. Che mówił mniej, pisał więcej. Fidel zaczął podejmować decyzje bez konsultacji z nim. I tak, krok po kroku, przyjaźń stała się relacją pełną szacunku, ale też nieufności. W 1964 roku Che wyjechał do Nowego Jorku, by reprezentować Kubę w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jego przemówienie było bezpośrednie, zapalne, potępiające wszystkie władze, nawet te, które wówczas popierały rząd kubański.
Gdy wrócił, atmosfera nie była już taka sama. Fidel przyjął go poważnym gestem, bez tego ciepła dawnych lat. Aleida zrozumiała wtedy, że coś nieodwracalnego się zepsuło. Kolejne miesiące były zimne. Che poświęcał się pracy, ale coraz mniej czasu spędzał w domu. Zamykał się na godziny z papierami, pisząc listy, których nikomu nie pokazywał. Aleida próbowała zapytać, ale on tylko odpowiedział: "Są rzeczy, których nie mogę ci powiedzieć. Tak jest lepiej." W 1965 roku napięcie osiągnęło szczyt.
Fidel i Elche Che spotkali się za zamkniętymi drzwiami w biurze kubańskiego przywódcy. Aleida czekała na zewnątrz, słuchając szeptów, które przeradzały się w kłótnie, długie pauzy, zdecydowane kroki. Gdy drzwi w końcu się otworzyły, Ernesto wyszedł z pustym spojrzeniem. "Wychodzę," powiedział bez dalszych wyjaśnień. Tej nocy Aleida zrozumiała, że jej historia życia zmieni się na zawsze. Nie było długich pożegnań ani niemożliwych obietnic, tylko fraza wyryta w jego duszy.
Jeśli nie wrócę, Fidel się tobą zajmie. To zdanie ostatecznie stało się otwartą raną. Che wyjechał w niepewne miejsce, a Aleida pozostała na Kubie z dziećmi, kurczowo trzymając się nadziei, że mężczyzna, którego kochała, powróci. Dni zamieniały się w tygodnie, tygodnie w miesiące, a jedynym znakiem życia były listy przychodzące z odległych miejsc, pełne słów brzmiących jak pożegnania w przebraniu. Tymczasem Fidel milczał.
Nie wspominał już o Ernesto w swoich przemówieniach. Już o niego nie pytałam. Dla Aleidy ta cisza była ważniejsza niż jakiekolwiek słowa. Mijały lata, a imię Che zaczęło blednąć z ust władzy. Chociaż jego wizerunek wciąż żył w sercach ludzi. Fidel i Aleida rzadko się przecinały. Gdy to zrobili, unikał ich spojrzenia. Rozumiała, że jest między nimi sekret, którego żadne z nich nie było gotowe wypowiedzieć na głos. W dniu, w którym dotarła wiadomość, Aleida nie musiała słyszeć szczegółów.
Wiedział, co się stało, zanim ktokolwiek się odezwał. Rewolucja straciła jedną ze swoich najbardziej intensywnych twarzy, a Fidel po raz pierwszy pojawił się przed światem z gestem łączącym smutek z kalkulacją. Dla Aleidy ten dzień był końcem wszystkiego, co znała. Przez następne dwa lata Aleida żyła między nadzieją a pustką. Jego dom w Hawanie był schronieniem pełnym wspomnień, zdjęć i listów, które przychodziły do niego sporadycznie.
Każda koperta, której dotykał, niosła zapach odległości. Wiedziała, że Ernesto jest daleko, w krainach, które ledwo potrafiła sobie wyobrazić. Nie wiedziała dokładnie gdzie, ale czuła to obecne w każdym zakątku swojego domu. Listy Cheé były ostrożne, pisane z mieszanką czułości i rezygnacji. Nigdy nie mówił o niebezpieczeństwie, tylko o celu. "Nie martw się," powiedział. Wszystko, co robię, ma sens. Ale między wierszami rozbrzmiewało ciągłe pożegnanie, ciche echo, którego Aleida nie chciała słyszeć.
Tymczasem Fidel kontynuował konsolidację swojej władzy. Jego twarz pojawiała się wszędzie. Jego słowa wypełniały kwadraty, ale w jego oczach było coś innego, cień, którego wcale nie było widać. Oglądał Leidę w telewizji i zastanawiał się, czy za tą stanowczą twarzą kryje się człowiek, który również nosi wątpliwości. W 1966 roku zaczęły krążyć plotki. Niektórzy twierdzili, że Ernesto przebywa w Afryce, inni, że potajemnie wrócił do Ameryki Łacińskiej. Aleida nie wiedziała, w co wierzyć.
Jego życie sprowadziło się do czekania. wychowywała dzieci i podtrzymywała wizerunek męża, nie wiedząc, czy on jeszcze żyje. Pewnego dnia otrzymał niespodziewanego gościa. Kurier wręczył mu kopertę bez adresu zwrotnego. W środku był list od Ernesto, krótszy niż poprzednie. "Wszystko jest trudniejsze, niż sobie wyobrażałem," powiedział. Ale wciąż wierzę, że te trzy słowa wystarczyły, by Aleida zrozumiała, że jej mąż wciąż idzie naprzód, choć los prowadził go coraz dalej.
Milczenie Fidela stało się coraz bardziej zauważalne. Nie było żadnych telefonów, żadnych wiadomości, żadnych konsultacji. Jakby Che oficjalnie przestał istnieć, jakby rząd zdecydował się wymazać jego nazwisko, nie przyznając się do tego. Aleida nie potrafiła zrozumieć tego dystansu. Gdzie podziała się obietnica, że się nimi zaopiekuje? Za każdym razem, gdy Che wysyłał nowy list, ton był coraz bardziej melancholijny, mówił mniej o przyszłości, a bardziej o wspomnieniu. Aleida zaczęła dostrzegać w jego słowach głębokie zmęczenie, nie fizyczne, lecz duszne.
Czasem zamykałem oczy i słyszałem jego głos w pamięci, mówiącego: "Sprawa wciąż żyje, nawet jeśli mnie tu nie ma." To zdanie prześladowało ją nocą. Fidel z kolei zachował spokój, który wielu myliło z chłodem. Ale prywatnie, według niektórych współpracowników, zdarzały się momenty, gdy jego milczenie stawało się nie do zniesienia. Mówiono, że spędzał długie godziny samotnie, czytając raporty, przeglądając wcześniejsze decyzje. Być może rozumiał, że niektóre z tych decyzji mają zbyt wysoką ludzką cenę.
Pewnego dnia Aleida usłyszała plotkę cicho. Misje Ernesto nie otrzymywały niezbędnego wsparcia. Zaopatrzenie się spóźniło. Rozkazy się nie zgadzały. Na początku nie chciała w to wierzyć, ale z czasem zrozumiała, że coś się nie zgadza. Możliwe, że Fidel zdecydował się nie pomagać mu całkowicie, ale to nie wszystko. To, co odkryjesz o decyzjach Fidela, sprawi, że zaczniesz na nowo myśleć, co naprawdę oznacza słowo braterstwo. Aleida nie ukrywała żadnych szczegółów. A jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, zasubskrybuj teraz i zostań z nami, bo to, co zaraz usłyszysz, całkowicie zmieni twoje spojrzenie na tę historię.
Miesiące mijały, a cisza stawała się nie do zniesienia. Nikt nie mówił o Che na korytarzach władzy. To był temat, którego należało unikać, imię wymawiane ostrożnie. Dla Aleidy to pominięcie było okrutniejsze niż jakakolwiek strata, bo zapomnienie, w najzimniejszej formie, może być także potępieniem. Dzieci dorastały, pytając o ojca. Opowiadał Leidzie historie, pokazywał im zdjęcia, próbował podtrzymać obraz tego człowieka, który wierzył w sen większy niż on sam, ale w środku dręczyła ją wątpliwość.
Naprawdę wciąż żył. Noce w Hawanie były długie. Aleida siedziała przy oknie i słuchała szumu morza. W jej umyśle głos Ernesto był tak wyraźny, że czasem wydawało mu się, jakby wołał ją z daleka. I choć nikt nie mówił tego otwarcie, wszyscy wiedzieli, że koniec jest bliski. Wtedy rząd odesłał do domu dwóch funkcjonariuszy, ich twarze były poważne, słowa wyważone. Aleida spojrzała na nich i wiedziała, zanim się odezwały.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
