SYN MILIONERA BYŁ ŚLEPY... aż DZIEWCZYNA wywołała z jej oczu coś, czego nikt nie mógł sobie wyobrazić...

Syn milionera był niewidomy, dopóki młoda kobieta nie usunęła mu czegoś z oczu, czego nikt nie mógł sobie wyobrazić. To był jeden z tych letnich dni, gdy słońce prażyło, a powietrze niosło zapach świeżo upieczonego słodkiego chleba z pobliskich straganów i krzyki sprzedawców wołających przechodniów. Centralny plac miał swój zwyczajowy ruch. Kobiety zbierające owoce, mężczyźni rozmawiający o wiadomościach, dzieci biegające między straganami.

Wśród całego tego zgiełku szła Maria, 11-letnia dziewczynka, boso, w wyblakłej sukni, która kiedyś mogła być niebieska. Wiatr rozwiewał mu włosy, a jego ciemne oczy patrzyły na świat z niemal nierealnym spokojem, jakby widział to, czego inni nie widzieli. Ludzie przechodzili obok Marii, udając, że jej nie widzą. Niektórzy marszczyli brwi na jej bose stopy, inni zaciskali usta i odwracali wzrok, ale dziewczyna nie zwracała na nich uwagi.

Szedł powoli, jakby czegoś lub kogoś szukał. Jego wzrok przesunął się po twarzach nieznajomych, ławkach, kredensach. Nagle przestało. Na drewnianej ławce, w cieniu starego kasztanowca, siedziało dziecko. Jego śnieżnobiały garnitur wyróżniał się spośród wszystkich. Materiał był tak błyszczący, że w słońcu wyglądał nierealnie. Ciemne okulary zasłaniały mu oczy. Stał nieruchomo, z rękami na kolanach i lekko uniesioną głową, jakby uważnie słuchał, próbując wyobrazić sobie, co dzieje się wokół niego.

Maria podeszła do ławki. Jego kroki były ciche, niemal bezgłośne, ale chłopak wyczuł jego obecność. Lekko odwrócił głowę w jej stronę. Cześć," powiedziała cicho Maria, siadając na krawędzi ławki. Chłopiec się zaskoczył. Wyraźnie nie spodziewał się, że ktoś się zbliży. "Cześć," odpowiedział niepewnie. "Ty? Mówisz do mnie?" "Tak," odpowiedziała prosta dziewczyna. "Dlaczego siedzi tu sam?" Chłopiec wydał z siebie cichy, smutny śmiech, zbyt ciężki jak na jego wiek.

"Bo mimo że wokół mnie są ludzie, wciąż jestem sam. Nie widzę ich. Jestem ślepy. Maria przez kilka sekund patrzyła mu w twarz, po czym cicho zapytała. Jak się nazywasz? odpowiedział Elijah. A ty, Mary? Miło cię poznać, Mario, powiedział chłopiec z lekkim uśmiechem. Jesteś pierwszą osobą dzisiaj, która do mnie mówi, zamiast patrzeć na mnie z litością lub odwracać wzrok. Dlaczego miałbym ją odpychać? Zapytała zaskoczona. Nie jesteś kimś, kogo można straszyć, po prostu jeszcze nie widzisz.

powtórzył Elijah. Ciekawe, co masz na myśli? Maria przechyliła głowę, jakby usłyszała coś, co słyszała tylko ona. Mogę ci pomóc," powiedział tak pewnie, że Elias natychmiast się wyprostował. Pomóż mi. Jego głos brzmiał niedowierzająco, ale też pełen nadziei. Wiesz? Mój tata zabrał mnie do najlepszych lekarzy w kraju. Wszyscy mówili to samo, że na to nie ma lekarstwa. Jak możesz mi pomóc? Nie jestem lekarzem, odpowiedziała Maria spokojnie. Ale jest ktoś, kto potrafi więcej niż jakikolwiek lekarz na świecie.

Masz na myśli Boga? Pan Elias zmarszczył brwi. Nie zwracam się do niego po imieniu, wyszeptała, a jej głos złagodniał. Wiem tylko, że dziś mogę ci oddać to, co straciłeś. Przepraszam. Elias milczał. Wątpliwość i niewytłumaczalna pewność siebie walczyły w nim. Zaufaj tej bosonożej dziewczynie o spokojnym głosie. A co jeśli popełnisz błąd? zapytał cicho. A jeśli nie?, odpowiedziała Maria równie cicho. Nie warto próbować. Kilka metrów dalej, obok małego stoiska z książkami, stał mężczyzna w ciemnym garniturze.

To był Alejandro Molina, ojciec Elíasa. Obserwowała syna z daleka, jak zawsze, gdy wychodzili. Jego twarz była napięta, wzrok utkwiony w dziecku. Aleksander nie mógł zaakceptować, że jego jedyny syn nigdy nie zobaczy świata. Kupił te ciemne okulary nie tyle, by chronić oczy, lecz by chronić siebie przed obrazem tych martwych źrenic, które przypominały mu o własnej bezsilności. A teraz zobaczył, że obok niego siedzi mała dziewczynka z Arapii i do niego mówi.

Alejandro zesztywniał, ale nadal się nie ruszał. Ludzie zwykle unikali Elijaha, nie zbliżali się do niego. Czego chciała ta dziewczyna? Jego ręka przesunęła się do telefonu, gotów zadzwonić do ochrony w każdej chwili. Na ławce Maria powoli uniosła rękę i przybliżyła ją do twarzy Eliasa. "Mogę?" zapytał cicho. Elias stał nieruchomo. Serce biło mu szybciej. Co zamierzasz zrobić? "Zdejmij okulary," powiedziała Maria. Muszę zobaczyć twoje oczy.

Elias ostrożnie zdjął ciemne okulary i położył je na kolanach. Jego oczy były zamglone, spowite bladą mgłą. Źrenice ledwo się poruszały. Mary obserwowała ich uważnie, bez strachu i współczucia. "Zaufaj mi," wyszeptał. "Nie skrzywdzę cię. Obiecuję ci." "Ufam ci," powiedział Elias, zaskoczony, słysząc te słowa z jego ust. Naprawdę jej ufałem, mimo że znałem ją zaledwie kilka minut. Maria delikatnie dotknęła jego oka opuszkami palców.

W tej chwili poczuł coś niesamowitego. Coś w jego oczach zaczęło się poruszać, rozdzielać, puszczać. Nie bolało. To było dziwne i trochę niepokojące, ale nie bolesne. Bardzo ostrożnie, jakby trzymając coś bardzo cennego, Maria zdjęła cienką, niemal przezroczystą warstwę z prawego oka. Wyglądała jak delikatna nić utkana ze światła i mgły. Film lśnił w słońcu, odbijając wszystkie kolory tęczy. "Co to jest?" wyszeptał Elias. "Czego nie pozwoliłam ci zobaczyć," odpowiedziała Maria równie spokojnie.

Włożył film do dłoni i sięgnął po drugie oko. Proces ten był powtarzany. Ta sama miękkość, to samo dziwne uczucie wyzwolenia. Drugi film był obok pierwszego i oba błyszczały, jakby miały własne życie. Elijah zacisnął powieki. Na początku widział tylko intensywne światło. Potem to światło stało się łagodniejsze, a kształty zaczęły wydawać się rozmyte, nieprecyzyjne, ale prawdziwe. Zobaczył sylwetkę dziewczyny przed sobą, ciemny cień jej włosów, sposób, w jaki się uśmiechała.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.