Nazywała się Elizabeth Reiner. Wcześniej pracowała jako pielęgniarka w szpitalu, gdzie opiekowała się rannymi i pomagała ludziom w cierpieniu oraz rozpaczy. Była delikatna, spokojna i miała czyste oczy, które promieniowały ciepłem i troską.
Miała dwoje dzieci: Marka i Annę. Dorastali otoczeni miłością, ciepłem i troską. Elżbieta nie szczędziła sił, czasu ani zdrowia: budziła ich w nocy, trzymała za ręce, pomagała wstać, gdy upadali.
Ale lata mijały. Elizabeth zachorowała i trafiła na wózek inwalidzki. A potem miłość dzieci została wystawiona na próbę – próbę, której nie przeszli.
Najpierw próbowali. Potem się "zmęczyli". Potem przyzwyczaili się do tego, że ich matka jest zbędna.
A pewnego dnia... Uznali, że tak będzie "lepiej".
Była mroźna zima, a śnieg lśnił pod zimnym niebem. Słońce zachodziło za czarnymi gałęziami sosen.
"Mamo, idziemy do lasu," powiedział Mark. "Zawsze kochałeś świeże powietrze."
Elizabeth uśmiechnęła się. Naprawdę kochała las. Dawno, dawno temu. Kiedy będzie mogła chodzić.
Wsadzili ją do samochodu i jechali długo, rozmawiając ze sobą, jakby jej tam nie było. Samochód zatrzymał się głęboko w lesie – cisza była tak gęsta, że słyszeli własne oddechy.
Rozjechali wózek na śnieg.
"Usiądź tutaj, dobrze? Wkrótce wrócimy..."
I tak odeszli.
Powoli, nawet nie oglądając się za siebie.
Elizabeth obserwowała ich, aż ich sylwetki zniknęły w zimowym powietrzu.
Rozumiała wszystko.
Ale nie płakała.
Rozdzierający serce ból nie potrzebuje łez.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
