Jego ton był napięty, niepewny.
"Ponownie przejrzeliśmy nagrania z monitoringu," powiedział. "Naprawdę musisz zobaczyć to na żywo. Proszę, przyjdź sam... I nie mów mężowi."
Nazywam się Lucía Hernández i w tamtym czasie byłam żoną Álvaro Ríosa zaledwie dwadzieścia cztery godziny. Wszystko wydawało się bezbłędne: wyrafinowane miejsce w Madrycie, uśmiechnięci krewni, przyjaciele wiwatujący, muzyka trwająca aż do świtu. A przynajmniej tak myślałem. Zgodziłem się pójść, zakładając, że to kwestia rozliczeń albo coś pozostawionego w domu.
Kiedy przyjechałam, kierownik — Don Manuel — zaprowadził mnie prosto do małego biura bez okien. Bez wyjaśnienia włączył monitor.
"To zostało nagrane niedługo po toaście," powiedział cicho.
Na nagraniu widniał stolik boczny, daleko od centrum świętowania. Od razu rozpoznałam Sofię, moją najbliższą przyjaciółkę od czasów studiów. Pochylała się w stronę Álvaro — zbyt blisko. Na początku wyglądało to na zwykłą rozmowę. Wtedy zobaczyłem, jak jego dłoń przesuwa się po jej dłoni pod stołem. Gest był krótki, nie do pomylenia. Sofía uśmiechnęła się w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem.
Żołądek mi się ścisnął.
"Czy jest coś jeszcze?" Zapytałem, choć część mnie desperacko miała nadzieję, że odpowiedź brzmi nie.
Don Manuel przewinął do przodu. Kilka minut później Sofía wstała i ruszyła w stronę korytarza prowadzącego do toalet dla personelu. Wkrótce potem Álvaro rozejrzał się i poszedł za nią. Inna kamera uchwyciła ich wchodząc do strefy zakazanej, z dala od gości.
"Kamery wewnętrzne nie rejestrują dźwięku," powiedział Don Manuel, zatrzymując nagranie, "ale były w środku prawie piętnaście minut.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
