La caverna se estaba inundando. Tenía que salir o se ahogaría allí dentro. Salió hacia la tormenta. El viento casi lo arranca del suelo. Buscó un árbol grande, el más grueso que encontró. Sacó la cuerda que llevaba en la mochila, se ató al tronco con todas sus fuerzas, abrazó el árbol, cerró los ojos y esperó. Las horas se convirtieron en eternidad. El árbol se sacudía, las raíces crujían. Nicolás sentía que el tronco se inclinaba poco a poco, el viento tiraba, el árbol resistía.
Pero no por mucho tiempo más. Escuchó el crujido final. Las raíces se dieron, el árbol se arrancó de cuajo. Nicolás, todavía atado, fue arrastrado. El árbol rodó por el suelo como tronco en Río Furioso. Golpeó rocas, rebotó, giró. Nicolás apretaba la cuerda, protegía su cabeza con los brazos. El árbol se detuvo contra una formación rocosa. El impacto casi le rompe las costillas. Nicolás tosió, escupió sangre, pero la roca detuvo el árbol. Estaba atrapado entre piedras. Por ahora era su ancla.
Se aferró con todo lo que tenía. La noche fue interminable. 18 horas de infierno. El cuerpo de Nicolás era un bloque de dolor. Los músculos ardían, las manos sangraban. Había tragado tanta agua salada que cada respiración quemaba. Pero no soltó el árbol. No cerró los ojos. Sabía que si se dormía moriría. En algún momento de esa noche, Nicolás dejó de luchar. Su cuerpo no daba más, los brazos no respondían, las piernas colgaban sin fuerza. Cerró los ojos, pensó en Lucía, en la forma en que sonreía cuando lo veía llegar a casa.
Pensó en Mateo, en sus manos pequeñas agarrando su dedo cuando era bebé. Pensó en Romero, en sus últimas palabras. Perdóname. Perdón”, susurró al viento. “Hice todo lo que pude y entonces el silencio. Cuando abrió los ojos, el sol brillaba. El cielo era azul perfecto. El mar era un espejo tranquilo. Pájaros cantaban como si nada hubiera pasado. Como si la noche anterior hubiera sido pesadilla y no realidad. Nicolás se desató del árbol con dedos torpes. Cayó al suelo, no podía ponerse de pie.
gateó, miró alrededor. La isla era otra, completamente transformada. Todos los árboles más altos habían desaparecido. El paisaje era plano, arrasado, las señales de rocas blancas en la playa destruidas, su refugio borrado, la hoguera permanente apagada, los restos de la avioneta arrastrados al mar. 7 años de existencia eliminados en una noche. Nicolás se arrodilló en la arena mojada. Después de 7 años, finalmente entendió. No había escapatoria, nunca la hubo. Esta isla era su tumba. Moriría aquí solo, olvidado como Romero antes que él.
Ale musiał się ruszać, szukać świeżej wody. Wodospad mógł przetrwać. Wstał z wysiłkiem. Chodził bez celu po zniszczonej wyspie. Wszystko było inne, niczego nie rozpoznawałem. Powalone drzewa blokowały drogi. Nowe formacje piasku zmieniły geografię. To była dla niego nowa wyspa. Przyszedł na północną stronę, gdzie były skały z sztucznymi oznaczeniami. Cały głaz się zawalił. Tony przewracających się kamieni, gdzie wcześniej była solidna ściana skalna, teraz była góra gruzu i coś jeszcze, coś, co go paraliżowało.
Duże, metalowe, przemysłowe drzwi, pomalowane tak, by naśladować fakturę skały, zamaskowane, ukryte przez dekady za skałą. Teraz odsłonięty, teraz widoczny, teraz prawdziwy. Drzwi były wykonane z grubej stali, bez rdzy. Ktoś ją zatrzymał. W centrum był wytarty symbol, trzy koncentryczne kółka, a pod spodem ledwo czytelne litery wygrawerowane w metalu. Nicholas podszedł, otrzepał kamienny pył ręką, przeczytał słowa na głos. Projekt Obserwatorium. 1967. Jego ręce drżały, gdy dotykał zimnego metalu.
7 lat, siedem cholernych lat przetrwania na tej wyspie. I to było tu przez cały czas, mniej niż 1 kilometr od ich obozu, ukryte pod tonami skał. Czekając. Drzwi były zamknięte. System wielokrotnego blokowania. Stara klawiatura numeryczna, bez zasilania, wisiała na kablu, a obok, niemal ukryta w gruzach, była ręczna dźwignia. czerwony. Z napisem emergency napisanym wyblakłym angielskim. Mikołaj mógł odejść, zapomnieć o tym, co widział, odbudować swoje schronienie, dalej żyć w ignorancji.
Albo mógłby pociągnąć za tę dźwignię i dowiedzieć się, co ukrywał pod stopami przez 7 lat. Spojrzał na zegarek Romero. Wskazówka sekundowa oznaczała 3, 7, 11 liczb pierwszych. Kod. Spróbował kombinacji na martwej klawiaturze. 037 11. Nic się nie stało. Klawiatura była rozładowana, ale połączenie ręczne było mechaniczne. Chwycił go obiema rękami. Pociągnął. Dźwignia się nie poruszyła. Strzelał mocniej. Usłyszał głębokie kliknięcie wewnątrz metalu. Kolejne kliknięcie. Jeszcze jeden. otwierano jeden po drugim.
Dźwignia była całkowicie uruchomiona. Ogromne drzwi przesunęły się do środka. 10 cm. 20. Zimne powietrze uciekało przez otwór. Powietrze z recyklingu. Chemiczne. Powietrze, które nie dotykało świata zewnętrznego od dziesięcioleci. Nicolás popchnął drzwi ramieniem. Otworzyło się jeszcze bardziej. Całkowita ciemność w środku patrzyła na niego jak otwarte usta. Nicolás wziął głęboki oddech, otworzył drzwi całkowicie, wszedł w ciemność i jego życie zmieniło się na zawsze. Powietrze było zimne, suche, poddane recyklingowi, pachniało metalem, starym papierem i czymś jeszcze.
Chemikalia. Nicholas zrobił dwa kroki do środka i zatrzymał się. Drzwi były otwarte za nim, wpuszczając promień światła, który ledwo oświetlał pierwsze metry. Światła awaryjne zapalały się same po kolei. Klik, klik, klik. Linia czerwonych lamp wzdłuż sufitu, które aktywowały się, gdy wykryto ruch. Ktoś to podtrzymuje, pomyślał Nicholas. Ktoś płaci za prąd. Ktoś tu nadchodzi. Korytarz wykonano z betonu o szerokości 3 m. Nowe przewody elektryczne przebiegły przez sufit, nie były stare i zardzewiałe.
Nowo zainstalowane, metalowe płyty na ścianach co 10 m. Po angielsku, poziom pierwszy, wejście. Pierwszy pokój otwierał się po prawej. Nicolás wszedł powoli. Był to magazyn sprzętu, zaprojektowany z lat 60. lub 70., ale utrzymywany, czysty, zorganizowany. Metalowe prateleiry pełne przedmiotów, latarki działające po włączeniu, stare radia, zwinięte mapy morskie, podręczniki wojskowe z pieczęcią Kompanii i konserwy, dziesiątki puszek, kukurydza, fasola, tuńczyk, owoce w syropie. Nicolás wziął puszkę kukurydzy, odwrócił ją, żeby zobaczyć datę ważności.
2026, 2 años en el futuro. Alguien había estado aquí recientemente, muy recientemente, reabasteciendo, manteniendo todo listo. ¿Pero para qué? ¿Para quién? Había una carpeta sobre la mesa. Nicolás la abrió con manos temblorosas. Documentos viejos, amarillentos, con sellos en rojo. Estación de vigilancia hecho siete. Clasificado. Central Intelligence Agency, 1967. Mapas del Caribe con círculos rojos marcando diferentes islas. Esta isla estaba en el centro de uno de los círculos. Alrededor, escrito a mano con tinta desteñida, zona de exclusión permanente.
Nicolás dejó la carpeta, avanzó por el corredor. La segunda sala era más grande. Laboratorio, mesa larga de metal con sillas, equipamiento médico antiguo, máquinas que no reconocía, testes psicológicos enmarcados en las paredes, diagramas de cerebros humanos, gráficos de ondas cerebrales y un pizarrón blanco todavía con escritura reciente en marcador azul. Ecuaciones, números, palabras que no entendía. Aislamiento sensorial extremo, degradación cognitiva, resistencia psicológica prolongada. Había documentos sobre la mesa. Nicolás se acercó. Leyó el título de la primera página.
Proyecto observatorio. Dr. Klaus Simmerman. Objetivo: Estudio de aislamiento sensorial extremo en condiciones naturales. Duración indefinida. Sujetos: Nueve. Nueve personas. Nueve experimentos. Nicolás pasó la página. Había fotografías pegadas en el documento. Ocho hombres diferentes. Fotos tipo ficha policial, frente y perfil. Debajo de cada foto, fechas escritas a máquina. Sujeto 1, 1969 a 1971. Sujeto 2, 1972 a 1973. Los números seguían sujeto 8 2010 a 2015. Nicolás pasó a la última página y la sangre se le heleló. Era su foto, su cara tomada años atrás.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
