Nikt nie chciał sparaliżowanej Apchy. Aż kowboj powiedział: 'Teraz jest moja'...

Milczenie, które zapadło po słowach Flinta, było cięższe niż pustynny upał. Pięciu kowbojów spojrzało na niego, jakby stracił rozum. Jeden z nich, krępy facet z blizną na policzku o imieniu Dutch, wydał suchy śmiech. Twoja, Flint. Słońce zszyło ci mózg. Ta Hinduska nawet nie nadaje się do sprzątania stajni. Nie pytałem cię o zdanie, Dutch, odpowiedział Flint, nie spuszczając wzroku z Sana. Wciąż trzymała nóż, a jej czarne oczy płonęły mieszanką dezorientacji i nieufności.

Ten biały człowiek był inny. W jej spojrzeniu nie było pożądania ani okrucieństwa, tylko coś, czego nie potrafiła rozszyfrować. Flint, bądź rozsądny. Interweniował inny młodszy kowboj. Musimy odnaleźć te zagubione bestie z rancza Hendersonów. Nie możemy mieć prawa jazdy. To idź, powiedział Flint, powoli podchodząc do Sanny. Zostanę z nią. Mężczyźni wymienili spojrzenia. Znali Flinta od lat. Był najlepszym tropicielem spośród nich. Najszybciej z rewolwerem i najbardziej uparty w podejmowaniu decyzji.

Dodge splunęła na ziemię z obrzydzeniem. Dobra, szaleństwo. Twój pogrzeb. Ale kiedy Szef McGrow się o tym dowie, nie licz na mnie, że cię obronię. Poruszył konia, a pozostali poszli za nimi, zostawiając za sobą chmurę kurzu. Flint ukląkł przed Sanem, trzymając ręce widoczne. Nie skrzywdzę cię, powiedział powolnym, wyraźnym angielskim. Nie odpowiedziała, ale jej kostki na rękojeści noża pobielały. Westchnął. Słuchaj, możesz tu zostać i umrzeć albo iść ze mną.

Ty wybierasz, wskazał na swojego konia, solidnego szczawia pasącego się cicho kilka metrów dalej. Mam wodę, jedzenie, miejsce do spania. San ocenił swoje opcje. Słońce już zaczynało zachodzić, ale upał wciąż był śmiertelny. Jego bukłak był pusty, siły wyczerpane. Ten człowiek mógłby ją zabić, tak, ale śmierć była pewna, jeśli zostanie. Przynajmniej z nim była szansa, choćby niewielka. Lekko opuścił nóż. Flint odebrał to jako znak. Z ostrożnymi ruchami.

Wyjął manierkę z krzesła i ją odkrył. Dźwięk pluskającej wody był dla uszu Sana jak niebiańska muzyka. On jej go podał. Zawahała się tylko przez sekundę, po czym wyrwała mu ją. Pił rozpaczliwie, świeża woda spływająca po jego wyschniętym gardle była boskim błogosławieństwem. Flint cierpliwie czekał, aż skończy. "Czy w ogóle możesz się ruszyć?" zapytał. Tak. Pokręcił głową. Od pasa w dół. Jego ciało było jak martwy kamień. Flint skinął głową, oceniając sytuację.

Zamierzam cię obciążyć. Jeśli spróbujesz mnie dźgnąć, oboje upadniemy i żaden z nich nie wyjdzie z tego dobrze, wiesz? Patrzyła na niego długo. Ku ich zaskoczeniu skinął głową. Upuścił nóż na podłogę. To był akt zaufania, który kosztował Pache całą dumę. Flint ostrożnie ją podniósł. Było lżejsze niż się spodziewałem, spożywane codziennie bez jedzenia. Wsiadł na konia i jechał za nią. S napięła się, gdy poczuła, jak ramiona kowboja obejmują ją, by przejąć stery, ale on zachował szacunek dystans.

"Moje ranczo jest dwie godziny na zachód," powiedział, delikatnie podkreślając konia. "Poczekaj chwilę." Podróż była cicha. Obserwowała paradę krajobrazową, formacje skalne, które znała od dziecka, kaktusy oznaczające terytoria niewidoczne dla białych oczu. Zastanawiał się, czego ten człowiek naprawdę chce. Nikt nie robił czegoś takiego bez oczekiwania w zamian. Może było gorzej, niż myślałem. Może chciał, by żyła, by powoli ją torturować, ale im bliżej się zbliżali, zaczął zauważać różne rzeczy.

Sposób, w jaki Flint prowadził konia delikatnie, unikając najtrudniejszego terenu, by jej nie potrząsnąć, jak zatrzymywał się co pół godziny, by podać wodę. Sposób, w jaki cicho gwizdał, smutna melodia zagubiona w wietrze. W końcu na horyzoncie pojawiła się skromna budowla, drewniany dom z przylegającą stajnią, zagrodą dla koni i studnią. To nie było wielkie wydarzenie, ale pośrodku bezlitosnej pustyni wyglądało to jak oaza. "Dom, słodki dom," mruknął Flint z przekąsem.

Zsiadł z konia i ostrożnie ją opuścił, niosąc ją w ramionach do środka. Dom był surowy: łóżko, stół, żelazny piec, półki z zapasami, ale był czysty i schludny. Położył ją na łóżku. S rozejrzał się, czujny. Szukał broni, gniazd, czegokolwiek, czego mógłby użyć, gdyby sytuacja się pogorszyła. "Musisz być głodny," powiedział Flint. Podszedł do szafki, wyjął chleb, suszoną cezynę i trochę konserwowanych owoców. Przygotował proste danie i podał mu je.

San jadł powoli, nie spuszczając z niego wzroku. Usiadł na krześle po drugiej stronie pokoju, dając jej przestrzeń. Zapalił cygaro i spojrzał przez okno na ciemniejącą pustynię. Chyba zastanawiasz się, dlaczego to zrobiłem," powiedział w końcu, nie patrząc na nią. Prawda jest taka, że ja też nie wiem zbyt dobrze. Może dlatego, że wiem, jak to jest być samemu, jak to jest nie mieć nikogo, kto chce cię w pobliżu. Odwrócił się do niej. W jego oczach był pradawny smutek, blizny, których nie było widać na skórze.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.