Nie wystawaj głowy!" Syknęła teściowa. "Jeśli tu przyjdziesz, pożałujesz!"
Walentyna Pietrowna gwałtownie się odwróciła, a jej kolczyki z kryształkami lśniły w świetle, rzucając błyszczące plamy na ściany.
"Ani kroku!" Dodała, machając ręką, żeby odpędzić syna. "Dopóki Nesterovowie są z nami, nie chcę cię widzieć. Usiądź w swoim pokoju i bądź cicho!
Dina zamarła przy półotwartych drzwiach kuchni, ściskając ręcznik w rękach. Przez szczelinę obserwowała, jak teściowa poprawia wazon z sztucznymi kwiatami, wygładzając serwetki i sprawdzając układ kryształowych kieliszków.
"Mamo, uspokój się..." Artiom próbował interweniować, ale matka machnęła ręką, jakby była irytującą muchą.
"Nie potrzebuję hańby przed gośćmi!" była podekscytowana. "Nesterowowie przyjdą i to zobaczą..." zawahała się, dobierając słowa, "zobaczą ją, a co pomyślą?" Że mój syn poślubił byle kogo?
Dina cicho zamknęła drzwi. Serce waliło jej mocno, ręce drżały, ale starała się oddychać równomiernie. Trzy lata. Trzy lata życia w tym domu i poczucia się jak obcy. Każde pojawienie się gości zamieniało ją w ukrytą, niepotrzebną postać, jakby była towarem, którego wstyd się pokazywać.
Dzwonek do drzwi zadzwonił dziesięć minut później. Dina słyszała, jak teściowa witała gości, jak śmiech i rozmowy wypełniały salon, jak Artiom śmiał się światowym, wymuszonym śmiechem, którego nigdy wcześniej z nią nie śmiał. Stała przy oknie swojego "kennelu" i obserwowała wieczorne miasto.
Październikowy zmierzch szybko zapadał. W sąsiednich domach zapaliły się światła, a Dina nagle pomyślała: ile kobiet jest za tymi oknami, ukrywających się przed oczami innych, czyniących się niewidzialnymi?
Urodziła się i wychowała w Riazaniu, w zwyczajnej rodzinie: ojciec pracował w fabryce, matka w bibliotece. Po szkole technicznej przeprowadziła się do Moskwy, wynajęła pokój w Miedwiedkowie, pracowała jako administrator w stomatologii. Tam poznała Artema: uśmiechy, żarty, zaproszenia do kawiarni. Potem wydawał się inny... A może po prostu chciała w to wierzyć.
"Dinka, przynieś więcej lodu," rozległ się głos Artioma. Była w nim zwyczajowa, niemal swobodna znajomość.
Dina wyjęła pojemnik z zamrażarki i poszła do salonu. Unosił się zapach drogiego koniaku i perfum. Nesterowowie siedzieli przy stole, a Walentyna Pietrowna lśniła jak choinka.
"Och, oto nasza asystentka," powiedziała teściowa chłodno, nie patrząc na Dinę. "Połóż to tutaj i wyjdź."
Ludmiła Siemionowna, żona Nesterowów, spojrzała na Dinę oceniająco.
"Kto mówi?" Nowy sługa?
Dina odłożyła pojemnik i spojrzała w górę. Artiom wtulił twarz w telefon, Walentyna Pietrówna uśmiechnęła się sztywno.
"Nie," odpowiedziała teściowa. "To... Daleki krewny, czasem pomaga w domu.
"Krewny". Przez trzy lata bycie "dalekim krewnym" w domu.
Coś w Dinie zaskoczyło. Cicho, prawie niesłyszalnie, ale ten dźwięk rozprzestrzenił się po moim ciele jak fala. Ostrożnie zdjęła fartuch i złożyła go na oparciu krzesła.
"Jestem żoną," powiedziała Dina spokojnie, ale stanowczo. - Żona Artema. Minęły już trzy lata.
Walentyna Pietrówna podskoczyła tak gwałtownie, że filiżanka kawy przewróciła się na obrusie.
"Jak śmiesz?!" Wynoś się natychmiast!
"Nie," odpowiedziała cicho Dina. "Mam dość ukrywania się w domu.
Artiom w końcu podniósł głowę. Jego twarz wyrażała mieszankę zdziwienia, irytacji i strachu przed matką.
"Dina, nie rób sceny. Idź do pokoju, porozmawiamy później."
"Później?" Uśmiechnęła się szeroko. "Trzy Lata, które żyjemy "później". Nie będę już dłużej czekać.
Nesterowowie zamarli. Walentyna Pietrowna zrobiła się karmazynowa.
"Ty... ! Karmiłem cię, ubierałem, a ty...
"Z litości?" Głos Diny stał się stanowczy. "Nie przyjęłaś mnie do domu z litości, lecz dlatego, że twój syn mnie poślubił. I od pierwszego dnia próbowałaś uczynić ze mnie służącą, a nie członkiem rodziny.
Założyła płaszcz i zabrała torbę. Moje ręce drżały, ale teraz z gniewu, adrenaliny i wolności.
"Gdzie?!" zawołał Artiom.
"Nie jestem już twoim sługą i nie twoim sekretem. Żyj, jak chcesz.
Drzwi się zamknęły. Schody pachniały świeżą farbą i rakami. Dina oparła się o ścianę, zamknęła oczy, serce waliło jej jak szalone.
Wybrała numer Katyi:
"Katyuha... Mogę do ciebie przyjść? Tylko na krótko... Tak... Tak, to się stało...
Metro było zatłoczone. Dina przecisnęła się przez tłum, czując ramiona innych, zapach mokrych ubrań, taniej kawy. I po raz pierwszy od trzech lat oddychałem zwyczajnym życiem, gdzie nikt się nie ukrywa.
W samochodzie jest duszno. Dina stała w drzwiach, patrząc na swoje odbicie w szybie. Trzydzieści jeden lat, włosy związane w kucyk, blada twarz, siniaki pod oczami. Kiedy ostatni raz widziała, że nie chce się ukrywać?
Telefon zawibrował – Artem. Pięć nieodebranych połączeń. Przerwała połączenie.
W Tekstilshchiki Katya spotkała ją w rozciągniętej koszulce i spodniach domowych, mocno ją przytuliła, nie pytając o nic.
"Herbatę?" A może od razu koniak?
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
