Bez oskarżeń.
Bez pogardy.
Bez bycia lekceważonym czy ignorowanym.
Tylko ja.
Tylko pokój.
I czułem się zaskakująco i imponująco dobrze.
Rozdział 4: Odnalezienie mojego głosu
Następnego ranka obudziłem się wypoczęty, tak wypoczęty, że wydawało się to niemal nierealne.
Zamówiłem śniadanie w pokoju: puszyste naleśniki, świeże i kolorowe owoce oraz kawę tak intensywną, że wydawała się grzechowa. Jadłem powoli przy oknie, obserwując, jak świt barwi ocean na złoto i róż.
Tego popołudnia spacerowałem samotnie wzdłuż brzegu, pozwalając, by ciepły piasek prześlizgnął się przez palce u stóp. Z kaprysu zapisałam się na wycieczkę z nurkowaniem z rurką, coś, na co potajemnie chciałam od lat, ale zawsze unikałam, pewna, że Kara się ze mnie śmiała. Przewodnik żartował, grupa była przyjazna i po raz pierwszy od wieczności też się zaśmiałem: prawdziwym śmiechem, głębokim i swobodnym.
Gdy na niebie zbliżał się zachód słońca, wrzuciłem zdjęcie w internecie: ja na plaży, uśmiechnięty swobodnie, z falami za sobą.
Bez podpisu.
Tylko pokój.
Ale wiedziałem, że zauważą.
Następnego ranka ciekawość skłoniła mnie do ponownego włączenia telefonu.
Eksplodowało: ponad pięćdziesiąt nieodebranych połączeń, złe wiadomości i długie, manipulacyjne akapity od mamy.
Mama: Nie mogę uwierzyć, że nas porzuciłeś! Utknęliśmy na lotnisku! Jaki jesteś samolubny! Twoja siostra jest zdruzgotana!
Tata: Celia, to dziecinne. Wróć do domu i napraw ten bałagan. Nie wychowujemy cię w ten sposób.
Kara: Jesteś dla mnie martwa. Wszystko zrujnowałaś. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy, dziwaku.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
