Jego wiadomość prawie sprawiła, że zabrakło mi tchu:
Celia, czytam twojego bloga. Nie wiem, jak to powiedzieć: zawsze zasługiwałeś na o wiele więcej, niż zasługiwałeś. Jestem z ciebie dumny.
Następnie:
Jeśli nadal jesteś na Hawajach, chętnie porozmawiam lub po prostu pogadam. Bez presji, po prostu ktoś, kto cię wspiera.
Patrzyłem na niego długo.
Bez poczucia winy.
Bez manipulacji.
Tylko wsparcie.
Uśmiechnąłem się, naprawdę się uśmiechnąłem i napisałem:
Cześć, Josh. Wciąż tu jestem i bardzo bym chciała.
Po raz pierwszy od dawna poczułem, jak rozkwita coś miękkiego i nieznanego: nadzieja.
