Orzeźwiające, kochanie. Javier wił się jak świnia w rzeźni. Brudna woda w lababo bulgotała. Mocno trzymałem jej tłuste włosy, włożyłem głowę do wody, dałem jej chwilę na oddech i włożyłem ją z powrotem. "Orzeźwiające, kochanie," wyszeptałem. Mój głos był dziwnie słodki. "Czy woda jest zimna? Uwielbiałeś wtykać głowę Isabel, prawda? Słyszałeś ich błagania, widziałeś ich rozpacz. Glob, glob, ayu, pomocy." Ledwo zdążył wydusić słowo, zanim woda znów wypełniła mu usta.
Le levanté la cabeza de un tirón. Su cara estaba pálida, sus ojos en blanco, mocos, saliva y agua de la alcantarilla le chorreaban. Temblaba. La borrachera había desaparecido, dejando solo un terror absoluto. Me miró como si viera un fantasma. El hombretón, el que hace un momento amenazaba con matarme, ahora estaba encogido y se había orinado encima. El olor a orina era insoportable. Fruncí el ceño. Qué asco. Lo solté. Javier cayó al suelo del baño tociendo y vomitando.
Vomitó el alcohol, la comida y hasta la bilis. Lo miré desde arriba con fría repugnancia. Lo miré a él y luego a mis manos. Durante 10 años usé estas manos para leer y hacer ejercicio. Ahora las usaba para limpiar basura. Dejé al hombre gimiendo como un perro moribundo y salí del baño. Oí como la puerta de la habitación de Pilar y Marta se abría un poco y se cerraba de golpe. Lo habían visto todo bien. Cuanto más vieran, más miedo tendrían.
On en la cocina. Vi la olla con el guiso de pescado salado que Pilar había vomitado por la tarde. Una idea me vino a la mente, una idea oscura, pero muy satisfactoria. Isabel me había dicho que Pilar era la cabecilla, el cerebro. Javier era solo el músculo. Para que un perro deje de morder, hay que romperle los dientes. Pero para que un perro deje de ser leal a su amo, hay que hacer que tema y desprecia a su amo.
Miré alrededor de la casa. En un rincón sucio que Isabel llamaba el lavadero, encontré una palangana de plástico llena de ropa sucia que apestaba agrio. Isabel no había lavado su ropa desde ayer. Encima de todo había unas bragas viejas de Pilar. Una sonrisa se dibujó en mi boca. Volví a encender el fuego, puse agua en una olla grande con un palo, cogí las bragas y las metí en la olla. Las puse a hervir, a hervir a borbotones.
Un olor espantoso empezó a subir, peor que el de la alcantarilla. Mientras tanto, Javier había salido arrastrándose del baño. Se arrastró hasta la puerta de la habitación de Pilar. Mamá, mamá, ayúdame. Esa, esa está loca, mamá. La puerta permanecía cerrada. Dentro Pilar temblaba. Vete, vete, no te acerques. Si estás loco, muérete solo. Javier se quedó helado. Su madre, la madre a la que siempre había protegido. La madre que le había animado a pegar a su mujer, ahora lo abandonaba.
Se volvió hacia mí. Me vio removiendo un caldo especial. No entendía lo que estaba haciendo. Saqué un tazón de caldo de la olla, un caldo espeso y amarillento. Puse el tazón delante de Javier. Bebe. Él lo miró sin comprender. ¿Qué? ¿Qué es esto? Medicina. Dije. Una medicina para curar a los maridos maltratadores. Una medicina para curar a los hijos desagradecidos. Una medicina para curar la enfermedad de pegar a tu mujer porque te lo dice tu madre. Bebe cariño.
Él miró el tazón y lo olió. Su cara se puso blanca como el papel. Lo había entendido. No, no, tú eres un demonio. Se arrastró hacia atrás. Un demonio. Me reí. Comparado con meterle la cabeza a una mujer en el agua, a bofetear a una niña de 3 años y obligar a alguien a comer las obras, esto es muy humano. Le agarré del pelo y le eché la cabeza hacia atrás. Te lo dije, Gruñí. En esta casa tiene que haber reglas.
Primera regla, se recoge lo que se siembra. Tu madre sembró la semilla, así que tú, su hijo, tienes que comerte el fruto. Bebe. Le abrí la boca y le vertí el espantoso caldo por la garganta. Él se revolvió e intentó vomitar, pero yo lo sujetaba con fuerza. Tenía que tragar sorbo a sorbo. La puerta de la habitación de Pilar se abrió de golpe. Se quedó allí de pie. Vio sus bragas en la olla. vio a su hijo bebiendo el agua en la que se habían hervido.
Sus ojos se pusieron en blanco. Dios mío, Dios mío, tú, tú. Javier vomitó violentamente, esta vez hasta la bilis. Pilar miró a su hijo y luego a mí. Ya no había maldad en ella, solo terror. Se tambaleó y se desmayó. Perfecto, una menos. Miré a Javier que convulsionaba. ¿Ves? Tu madre se ha desmayado. Ahora lárgate a tu habitación. Si oigo un solo gemido tuyo esta noche, te haré beberte el agua de toda esa palangana de ropa sucia.
Javier, con sus últimas fuerzas de terror, se arrastró hasta su dormitorio. La casa por fin quedó en silencio. A la mañana siguiente, la casa estaba silenciosa como una tumba. Me levanté temprano y bañé a Elena. Saqué comida deliciosa de la nevera de la señora Pilar y preparé un desayuno abundante para las dos. Ternera salteada, huevos fritos. Elena comió con ganas. La luz empezaba a volver a sus ojos. De las dos habitaciones no salía ningún ruido. La señora Pilar, Marta y Javier, los tres demonios de ayer como tres ratas muertas, no se atrevían ni a asomar la cabeza.
No me importaba. Di de comer a Elena y le puse los dibujos animados. Hacia las 9 de la mañana llamaron a la puerta con fuerza y decisión. ¿Quién es?, pregunté. Policía, abra la puerta. Sonreí. Qué rápidos. Abrí la puerta. Dos policías, uno mayor y otro más joven, estaban frente a mí. Tenían una expresión seria. El policía joven me miró. Todavía tenía los viejos moratones de Isabel. ¿Es usted la mujer de Javier Isabel? Sí, soy yo. Hemos recibido una denuncia de Javier.
Oskarża ją o brutalne napaści na niego. W tym momencie Javier wyczołgał się z pokoju. Wyglądał żałośnie. Twarz spuchnięta, policzek posiniaczony, a nadgarstek zabandażowany. Chodził kulejąc, udając wielki ból. Widząc policję, krzyknął, jakby zobaczył wybawcę. Proszę, agenci, spójrzcie. Uderzyła mnie, wskazała na swoją twarz. Ona, ona i i i zawahały się, nie mogąc przypomnieć upokarzającej sceny poprzedniej nocy. Ona jest szalona. Jest siostrą tej szalonej kobiety, która była w szpitalu psychiatrycznym.
Był szalony. Zatrzymaj ją, zamknij. Pilar i Marta również wychyliły się po cichu, by poprzeć tę historię. To prawda, agencie. Biła męża, teściową i bratową. Patrz, Marta wskazała na jej wciąż spuchnięty policzek. Starszy policjant zmarszczył brwi. Patrzyła na przemian na muskularnego Javiera i mnie, małych i chudych, ale wyglądających na silnych. Pani Isabel, zapytał poważnym tonem. Czy to, co mówią ci ludzie, jest prawdą? Zaatakowałeś ich? Nie zaprzeczałem.
Tak, agencie, powiedziałem spokojnym, przepraszającym głosem. Zaatakowałem ich. Oczy Javiera i obie kobiety zabłysły. Widzą to, przyznał. Przestań. Ale kontynuowałem. Zrobiłem to w samoobronie. Mój mąż, teściowa i bratowa mnie bili. Kłamstwo, krzyknął Javier. Kiedy cię uderzyłem? Spojrzałem na starszego policjanta. Panie władzo, powiedział pan, że mój mąż oskarża mnie o napaść. Czy mogę zapytać, czym jest napaść? Młody policjant warknął. Zostawiła twarz męża w takim stanie i mówi, że to nie jest agresja.
Tak, skinąłem głową. Więc jeśli mąż bije żonę tak bardzo, że będzie cała w siniakach, topi ją w wodzie i puchnie jej twarz, to również można nazwać agresją. Starszy policjant zatrzymał się. Zaczynałem rozumieć sytuację. To znaczy, że mam na myśli to. Wszedłem do pokoju i wyjąłem stos papierów. To właśnie Isabel wywnioskowała w swojej desperacji. Przyniósł mi ją wczoraj do szpitala i zachowałam ją. Położyłem go na stole.
To jest mój raport medyczny sprzed 3 miesięcy. Złamane żebra. Lekarz stwierdził, że było to spowodowane silnym uderzeniem. Zrobiłem zdjęcie. To moja twarz sprzed dwóch miesięcy. Złamany nos. Mój mąż powiedział, że czułam się sama. Wyciągnąłem sporo raportów o kontuzjach. To siniaki na ramionach, plecach, ślady po pasku, zadrapania. Jest wielu agentów. Mieszkam tu od 7 lat, 7 lat i byłem bity. Do kogo mam narzekać? Jeśli mówię sąsiadom, mówią, że to kłótnie par.
A co jeśli pójdę na komisariat? Agenci mówią mi, żebym to załatwił między sobą. Spojrzałem Javierowi prosto w oczy. Drżał. Podwinąłem rękaw i pokazałem stare siniaki Isabel. Spójrz, ta rana jest z przedwczoraj. Mój mąż uderzył córkę w twarz, a gdy próbowałam go powstrzymać, wciągnął mnie do łazienki i utopił w wodzie. Moja teściowa i bratowa pomagały mu mnie przytrzymać. Dwaj policjanci byli oszołomieni. Patrzyli na mnie, a potem na tych trzech demonów.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
