¿Qué? ¿Qué miras? Levantó el abanico y señaló mi rostro. ¿Qué mosca te ha picado hoy? ¿Quieres que te saque los ojos? Esbosé una sonrisa muy leve y lenta. Disculpe, suegra, no la he oído bien. Mi sonrisa pareció helarle la sangre. Yo yo antes de que pudiera terminar, otra voz chillona la interrumpió. Ay, mamá, ¿para qué le dices nada? Que se ponga a hacer la cena, que me muero de hambre. La cuñada Marta salió de la habitación principal.
era igual de gorda que su madre, con la cara llena de acné y el pelo teñido de un rubio artificial revuelto. Detrás de ella, un niño gordo de 5 años la seguía con aire arrogante. Era el vivo retrato de su madre. Hugo, Hugo, al ver a Elena, corrió hacia ella. Eh, tú estás jugando con la muñeca. Dámela. Le arrebató bruscamente la muñeca sin cabeza de las manos. Elena, asustada, rompió a llorar. Devuélvemela. Devuélvemela, primo. Es mía. No te la devuelvo.
Tus juguetes son míos. Hugo levantó la muñeca y la tiró contra la pared. ¿Quién juega con esta porquería? Se volvió hacia Elena y la empujó con fuerza. ¿Por qué lloras? Cállate. Si vuelves a llorar, te pego de verdad. Elena cayó al suelo sucio. Estaba tan asustada que dejó de llorar de golpe. Solo un soy ahogado se escapaba de su garganta. La señora Pilar y Marta se quedaron mirando riendo como si fuera algo muy divertido. “Así me gusta mi niño”, dijo Marta levantando la barbilla.
“Los hombres tienen que ser así de fuertes, no como esa niñata de Bilucha. Mi rabia. Sí, aquí estabas rugiendo en mi pecho. 10 años de represión. Se acabó. La sonrisa desapareció de mi rostro. Hugo, al ver que Elena no lloraba, se envalentonó aún más. Se acercó y levantó el pie para patearla. Te he dicho que te calles, Sas. Una mano agarró su tobillo en el aire. Hugo perdió el equilibrio y cayó hacia atrás, pero su tobillo seguía sujeto.
Era mi mano. De repente, la casa se quedó en un silencio sepulcral. Hugo abrió los ojos como platos. Estaba acostumbrado a maltratar a su prima, acostumbrado a que su abuela y su madre siempre le dieran la razón. Nunca la madre de Elena le había tocado un pelo. Suéltame, suéltame, bruja loca. ¿Cómo te atreves a tocarme la pierna? se revolvió. Sin decir palabra, apreté un poco. Ay, me duele, me duele. Mamá, abuela, esta tía me está rompiendo la pierna.
Hugo se puso a chillar. Marta por fin reaccionó. Dios mío, Isabel, ¿qué estás haciendo? Suelta a mi hijo ahora mismo. Corrió hacia mí, dispuesta a arañarme la cara con sus uñas pintadas de rojo. Todavía sujetando la pierna de Hugo, levanté la otra mano y bloqueé el brazo de Marta. Le agarré la muñeca. Suelta, suelta. Marta forcejeó, pero mi mano era como una tenaza de acero. Cuñada, dije con voz inexpresiva. Deberías educar mejor a tu hijo. Es un niño, sí, pero no puede ser un mal criado.
Si vuelve a tocar a Elena, apreté la mano. Tanto Hugo como Marta soltaron un grito de dolor. La próxima vez no me conformaré con romperle solo una pierna. Mamá, mamá, ayúdame, gritó Marta aterrorizada. llamando a su madre. La señora Pilar por fin espabiló. Temblaba de rabia. Su nuera, esa a la que pegaba e insultaba a diario, hoy se atrevía a revelarse. Se atrevía a tocar a su hija y a su nieto de oro. “Tú, tú estás loca.” La señora Pilar cogió un plumero que había al lado.
Se te han subido los humos. Hoy te voy a matar a palos. Blandió el plumero y empezó a golpearme la espalda sin parar. No me inmuté. Mi espalda estaba acostumbrada a dolores peores en el hospital. Lentamente solté a Hugo y a Marta. Madre e hijo retrocedieron a toda prisa. La señora Pilar, al ver que no reaccionaba, se envalentonó aún más. Voy a darte una paliza para quitarte esa insolencia para que sepas cuál es tu sitio. Lentamente merguí y me volví hacia ella.
El plumero seguía golpeando mis hombros y mi pecho. Levanté la mano y agarré el mango del plumero. La señora Pilar, sorprendida, intentó tirar de él, pero no se movió ni un centímetro. La miré. Ella me miró. En sus ojos había ira, en los míos solo un frío vacío. Tiré con fuerza. La señora Pilar se tambaleó hacia delante. Partí el mango del plumero en dos. Crack. Lo tiré a sus pies. A partir de hoy, dije, en esta casa va a haber reglas.
Miré a la anciana jadeante, a la cuñada que se masajeaba la muñeca con mano temblorosa y al maldito sobrino que lloriqueaba. Es hora de cenar. ¿Qué hay hoy, suegra? La señora Pilar, entre el miedo y la rabia. Tartamudeo la la cena, el bacalao podrido que trajiste ayer del mercado. Haz un guiso con él, bien salado y seco, para que no se desperdicie el dinero con el que alimento a tu familia. Ahí estaba el plato estrella del que me había hablado Isabel, el guiso de pescado salado que la obligaba a preparar y a comerse entero.
Uśmiechnij się, tak, teściowo. Zrobię to. Zostawiając za sobą trzy pary oszołomionych oczu, weszłam do kuchni. Widziałem, jak ryby pachniały zgniłym w misce. Naturalnie ją wyczyściłem i położyłem do gotowania. Wrzuciłem pół paczki soli do garnka. Pozwoliłem jej zszyć, aż bulion całkowicie wyparował, a ryba przypaliła się na czarno. Zapach soli i spalenizny był nie do zniesienia. Nakryłam do stołu, gulasz z wczorajszym zimnym ryżem, talerz żółtawych gotowanych warzyw i moje arcydzieło – gulasz z dorsza.
Teściowa, bratowa, siostrzeniec. Na kolację. Pani Pilar, parsknąwszy śmiechem, usiadła przy stole, wzięła duży kawałek ryby i włożyła go do ust. Jego twarz w jednej chwili zmieniła kolor, z czerwonego na fioletowy, wypluł jedzenie. Fuj, blej. Jakie to słone. Jest tak słona, że mnie zabije. Ty, chcesz mnie zabić. Spokojnie zerwałem trochę warzyw. Kazałeś mi zrobić słone i suche. Wykonałem jego polecenia. Czy podoba ci się?
Na mój gust, moje nosy. Był tak wściekły, że podniósł gorący gliniany garnek w dłonie. Rozbiję ci tę zapiekankę o twarz. Właśnie miałem zamiar przechylić go w swoją stronę. Bum. Uderzyłem mocno w stół. Tani stół ze sklejki zatrząsł się gwałtownie. Talerze i sztućce brzęczały z brzękiem. Połóż to na stole. Mój głos nie był głośny, ale wystarczył, by przestraszyć całą rodzinę. Ręka pani Pilar zatrzymała się. Spojrzał na mnie, zobaczył wyraz szalonej kobiety.
Nie zamierza jeść. Ściszyłem głos. Jeśli nie jesz, to marnowanie jedzenia. Chcesz, żebym cię nakarmił? Synowa musi okazywać szacunek swojej teściowej. Wstałem i obszedłem stół. Dużą łyżką podniosłem kawałek przypalonej ryby. No dalej, teściowo, otwórz usta. Ty, ty, to, ona jest szalona. Pani Pilar, przerażona, odrzuciła krzesło do tyłu. Jedną ręką chwyciłem go za podbródek i mocno ścisnąłem. Jego usta same się otworzyły.
Wcisnąłem mu łyżkę ryby do gardła. Jedz, mruknąłem, poczuj smak, który moja siostra Isabel musiała znosić przez lata. Poczuj, co to znaczy szanować pracę innych. Pani Pilar gwałtownie zakaszlała, a na jej policzkach mieszały się katary i łzy. Kawałek słonej, twardej ryby utknął mu w gardle. Próbował to wypluć, ale mocno trzymałem mu szczękę. Jaskółka, rozkazałem. Szwagierka Marta nie mogła bezczynnie patrzeć, jak jej matka jest traktowana.
Zapomniał o swoim strachu, a jego arogancja lat znów rozkwitła. Hej, Isabel, puść moją mamę natychmiast. Jak śmiesz zmuszać jedzenie do jedzenia? Pobiegła do mnie, gotowa podrapać mnie po twarzy swoimi grubymi, ostrymi paznokciami. Myślała, że skoro była zajęta trzymaniem staruszki, nie będzie gotowa. Mylił się. Lewą ręką objęł podbródek pani Pilar. Prawica miała to za darmo. Nawet nie odwracając głowy, odrzuciłem prawą rękę do tyłu.
Plaz, brzmiało to jak eksplozja. To nie był dźwięk klapsa, to było jak uderzenie kawałkiem mięsa deską. Marta była sparaliżowana, zatoczyła się. Jego ogromne ciało obróciło się i uderzyło w ścianę. Jej policzek zmienił się z bladego na głęboko czerwony i spuchnił. Ślad moich pięciu palców był odciśnięty. Uszy miał zatkane. Jego oczy się rozszerzyły. Dotknął policzka, a potem spojrzał na moją dłoń. Miał wyraz niedowierzania.
Ona, która całe życie poświęcała się biciu i obrażaniu innych. To był pierwszy raz, gdy został pobity, a na dodatek zrobiła mu to szwagierka, którą uważał za śmieci. Wtedy puściłem podbródek pani Pilar. Natychmiast wszedł na ziemię, by zwymiotować kawałek ryby. Powoli skonfrontowałem się z Martą. Szwagierko, mój głos był jak lód. Boli go policzek. Drżała ze strachu i upokorzenia. Ośmielasz się mnie uderzyć?
Soy soy tu cuñada. Yo solo le he dado una bofetada. Me acerqué a ella. Se pegó a la pared retrocediendo. ¿Quiere sentir lo que es una paliza de verdad? Como la que usted y su madre le dieron a Isabel anoche ayudando a Javier. Recité exactamente lo que me había contado Isabel. La cara de Marta se puso blanca como el papel. ¿Cómo? ¿Cómo lo sabes? Lo sé todo sonreí. También sé que usted arañó a mi hermana con un peine y que su madre le metió calcetines sucios en la boca.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
