Na nagraniu pojawiła się Sue.
Poruszała się z determinacją, ciągnąc coś przez podwórko w stronę małej szopy. Przez ułamek sekundy umysł Williama odmawiał przetworzenia tego, co widzi. Wtedy ścisnęło mu się w żołądku.
To nie było coś.
To był Owen.
Ciało syna wyglądało na bezwładne, ciągnięte za ramię jakby był workiem prania. Twarz Sue była sztywna, bez wyrazu.
William otworzył usta, ale nie wydobył się żaden dźwięk. Jego wzrok się zwęził, krawędzie pociemniały.
Sue gwałtownie otworzyła drzwi szopy i wepchnęła Owena do środka.
Potem, z opanowaną skutecznością, zatrzasnęła drzwi i zamknęła je kłódką.
Sue stała przez chwilę, z założonymi rękami, jakby czekała na ciszę. Potem odwróciła się i ruszyła z powrotem w stronę domu.
Ręce Williama zaczęły tak się trząść, że telefon zadrżał.
Wideo trwało dalej.
Mijały minuty. Szopa była nieruchoma.
Potem się zatrzęsło.
Owen był obudzony. od środka. Drzwi zatrzęsły. Mały budynek zadrżał. Dźwięk nie był wyraźnie uchwycony, ale William mógł go sobie wyobrazić. Wyobrażał sobie rozpaczliwe uderzenia małych pięści, stłumione krzyki uwięzione za drewnem.
William poczuł, jak coś w nim pęka.
Stukanie nasiliło się, po czym ustało.
Przez ułamek sekundy w szopie zapanowała cisza.
Osiem minut później drzwi do szopy gwałtownie się otworzyły.
Owen wyszedł z zewnątrz, dziki z paniki, włosy potargane, ciało poruszało się jak przestraszone zwierzę. Pobiegł kilka kroków, po czym zatrzymał się gwałtownie, gdy Sue wróciła do kadru, teraz poruszając się szybko.
Chwyciła Owena za przód koszulki, szarpiąc go.
Sue uniosła rękę.
Uderzający ruch.
Kolana Williama się ugięły. Nie mógł oddychać.
Owen się poruszył.
Było to szybkie, instynktowne, jak u dziecka bez innej opcji. Chwycił coś z ziemi.
Łopata ogrodowa.
Metal błyszczał w świetle. Owen zamachnął się nią z desperacką siłą, całe jego ciało skręcało się w ruch.
Ostrze trafiło w twarz Sue.
Sue upadła mocno, opadając na ziemię.
Owen upuścił łopatę i uciekł.
Pobiegł w stronę ogrodzenia, w stronę szczeliny, w stronę ogrodu Genevieve.
Jego drobne ciało zniknęło między deskami.
William wpatrywał się w ekran, jakby jego oczy mogły wymusić na nim coś innego.
Telefon wysunął się z jego zdrętwiałych palców i z hukiem upadł na dywan.
Zachwiał się, a jeden z funkcjonariuszy złapał go za ramię, by go ustabilizować.
Głos Williama był szorstki i złamany. "Gdzie ona jest?"
Radio funkcjonariusza zaskrzypiało. Kolejny głos przebił się przez drzwi, pilny. "Mamy nagły przypadek medyczny na 247 Maple, kobieta, późne lata sześćdziesiąte, poważne urazy twarzy. Potrzebuję transportu."
Williamowi ścisnęło się w żołądku. Spojrzał w stronę korytarza, gdzie Owen siedział w ramionach ratownika, owinięty kocem, twarz miał teraz wtuloną w jej ramię, zbyt zmęczony, by walczyć z pocieszeniem.
Krew na skórze. Krew, która nie była jego.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
