Micah zauważył to, zanim ja zrozumiałem, że to ma znaczenie.
"Moja mama pomaga tej psej pani," oznajmił pewnego popołudnia, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
Lois niewiele mówiła. Czasem machała zza okna.
"Nie musisz tego robić," powiedziała kiedyś.
"Wiem," odpowiedziałem. "Dlatego tak robię."
Pewnego ranka na moim ganku stał termos.
Było ciepłe, owinięte w ręcznik kuchenny i pachniało lekko przyprawami. Herbata. Brak notatki. Brak podpisu.
Nie potrzebowałem żadnego.
Micah wskazał na nią ze stołu.
"Ktoś ci to dał?"
"Tak," uśmiechnęłam się. "Podziękowanie."
"Na śnieg?"
"Na śnieg."
Zapytał, czy może coś dla niej narysować. Powiedziałem tak bez wahania.
Później wręczył mi zdjęcie — my, pies, Lois i duży niebieski anioł śniegu.
Włożyłem ją do jej skrzynki następnego ranka.
Dwa dni później wszystko się zmieniło.
Na moim progu leżała zwinięta kartka papieru, sztywna od zimna.
"NIGDY NIE WRACAJ, BO POŻAŁUJESZ. — LOIS"
Ścisnęło mi się w żołądku.
To nie brzmiało jak ona. To nie czuła się jak ona.
Sprawdziłem nagranie z kamery drzwiowej.
O świcie młodsza kobieta położyła notatkę i odeszła.
Nie poznałem jej.
Po tym w domu Lois zapadła cisza. Bez świateł. Bez szczekania.
Kilka dni później przy jej ganku pojawił się mężczyzna.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
