Miliarder udawał, że śpi, by przetestować swojego pracownika... Ale to, co zobaczył, sprawiło, że był chłodny...

Lo es y el dueño de la casa tiene fama de ser el más gruñón de todo Mónaco. El empresario la observó en silencio unos segundos. Su mirada gris era capaz de intimidar a cualquiera, pero ella no apartó los ojos ni un instante. “No necesito comediantes”, dijo finalmente. “Qué lástima”, respondió ella con naturalidad. Bromear es parte de mi instinto, pero también sé dejar los pisos tan brillantes que se puede desayunar sobre ellos. Por primera vez en mucho tiempo, Marcelo sintió que el borde de su boca casi se movía hacia arriba.

No sonró, pero algo dentro de él se aflojó un poco. Muy bien, concedió. Le daré una semana de prueba. Pero no se haga ilusiones, la mayoría no llega al séptimo día. Perfecto, contestó Isabela con entusiasmo. Siempre he querido romper récords. Le extendió la mano para sellar el trato. Marcelo dudó, pero terminó estrechándola. La palma de ella era cálida, suave, firme, muy diferente a las manos frías y distantes del mundo que él conocía. Cuando Isabela se retiró, Marcelo permaneció un rato en silencio.

En su interior, algo le decía que aquella mujer era distinta. Se repitió que solo sería una semana, que todo terminaría igual que siempre. Pero una parte de él, la que hacía años se había negado a sentir, susurró lo contrario. Esa misma tarde decidió ponerla a prueba. Su mente calculadora y dio un plan. Quería comprobar si esa sonrisa genuina ocultaba el mismo interés que todos los demás. En su despacho, abrió la caja fuerte y sacó varios fajos de billetes.

Los dejó a la vista con algunos caídos al suelo. Después se recostó en el sillón y fingió quedarse dormido. Unos minutos más tarde escuchó un golpecito en la puerta. ¿Puedo pasar, señor Villamar?, preguntó Isabela. Adelante”, murmuró él fingiendo voz adormecida. Ella entró con un carrito de limpieza. Hacía su trabajo con naturalidad, tarareando una melodía apenas audible. Marcelo mantenía los ojos entrecerrados, vigilándola desde su aparente sueño. Isabela continuó limpiando sin prestar atención al dinero, hasta que se agachó para recoger un trapo y vio los billetes esparcidos.

Su cuerpo se detuvo un instante. Marcelo contuvo la respiración. Ahí está, pensó. Veamos qué hace. Para su sorpresa, Isabela no guardó el dinero. Lo juntó con cuidado, alizando cada billete y colocándolo sobre el escritorio. Luego los acomodó en forma de cuadrado, después en círculo y finalmente, con una risa breve, los ordenó en forma de corazón. Marcelo casi pierde el control de su fingida calma. Isabela sacó una pequeña nota adhesiva de su bolsillo, escribió algo y la pegó junto al dinero.

El dinero también necesita estar ordenado para multiplicarse mejor. Carita sonriendo. Marcelo desde su silla tuvo que morderse el labio para no reír. Nunca en su vida alguien había usado sus billetes para hacer un corazón. Cuando Isabela terminó de limpiar, se fue sin sospechar nada, tarareando la misma canción alegre. Cuando el silencio volvió a llenar el despacho, Marcelo se incorporó lentamente. Miró el pequeño corazón de billetes y la nota amarilla con la sonrisa dibujada. por alguna razón no pudo tirarla, la dobló con cuidado y la guardó en el cajón de su escritorio.

Aquella noche, mientras subía a su habitación, pensó en lo ocurrido. Una simple empleada doméstica había logrado lo que nadie había conseguido en años, hacerlo reír. A la mañana siguiente, la mansión de Marcelo Villamar despertó con un aire distinto. El sol se filtraba entre los ventanales altos, iluminando el mármol brillante del vestíbulo. Isabela ya estaba allí antes de que el reloj marcara la hora, moviéndose con energía, llevando en sus manos un pequeño canasto con limones y un ramo de flores silvestres.

Cuando Marcelo la vio cruzar el pasillo principal, con su uniforme azul oscuro impecable y esa sonrisa tranquila, no pudo evitar fruncir el ceño. Llegó 13 minutos antes de su horario”, observó él mirando su reloj. “No apruebo las horas extra.” “No son horas extra”, contestó ella sin inmutarse. “Solo estoy calentando la casa antes de que empiece el día.” Marcelo no respondió. Se limitó a dar un sorbo a su café y continuar hacia el ascensor. Pero al cerrar las puertas, todavía alcanzó a escuchar su voz animada conversando con los objetos de la casa.

Buenos días, señor reloj. Despierte, que el día ya empezó. Y usted, alfombra, por favor, no suelte más pelusa hoy. Sí. El empresario negó con la cabeza, pero algo en su interior, contra su voluntad lo hizo sonreír. Durante la mañana, Isabela se movió como una ráfaga de aire fresco por cada rincón de lugar. En la cocina pegó una nota con reglas nuevas escritas con rotulador. Uno, lávate las manos. Dos, sonríe al menos una vez. Tres, no dejes que las ollas se depriman.

Gdy Marcelo wszedł, przeczytał notatkę i spojrzał na nią z uniesioną brwią. Dlaczego cytryny na środku stołu?, zapytał, wskazując na miskę pełną jaskrawo żółtych owoców. Ponieważ kolor żółty sprawia, że mózg wierzy, iż życie nie jest takie złe, odpowiedziała rzeczowo. Dodatkowo cytryny pochłaniają nieprzyjemne zapachy i złe nastroje. To moja naukowa wersja szczęścia. Jego nauka wydaje się bardziej sentymentalna niż logiczna, odpowiedział, nie odwracając wzroku.

Uczucia to też nauka, tylko że nie są finansowane przez bogatych, powiedziała z uśmiechem, zanim wróciła do rodzinnych miast. Marcelo nie wiedział, co odpowiedzieć. Zdumiewało go, że ktoś potrafi mówić do niego tak swobodnie, nie wydając się niegrzecznie. Gdy miał już wychodzić, usłyszał cichą muzykę dochodzącą z kuchni. Nie była to klasyczna melodia, do której był przyzwyczajony, lecz radosna melodia, która zachęcała do poruszania się stopami. Zatrzymał się przy drzwiach, obserwując. Isabela, z białym fartuchem zawiązanym wokół talii, mieszała mieszankę do naleśników, powoli się kręcąc i nucąc refren.

Dźwięk trzepaczki, zapach masła i promieni słońca tworzyły scenę, której nigdy nie wyobrażała sobie zobaczyć w swoim własnym domu. Zauważyła, że na nią patrzy i była zaskoczona. Och, nie zauważyłem pana, panie Villamar. "Wyłączył muzykę," powiedziała pospiesznie. "Zostaw ją," przerwał jej. Robi naleśniki. Wersja z mniejszą ilością cukru i większą nadzieją. Żartował z tego. Chcesz spróbować przewrócić jedną? Nie mam na to czasu. Prowadzisz wielomiliardową korporację. Jestem pewna, że poradzi sobie z łopatką," odpowiedziała, podając mu narzędzie z figlarnym uśmiechem.

Marcelo wziął go z wątpliwością, spojrzał na patelnię, w której mieszanka się bulgotała, i próbował obliczyć dokładny ruch, jakby to była ważna transakcja. Policzył w myślach i obrócił nadgarstek. Naleśnik odleciał, częściowo skręcony i zginął na krawędzi, pół na podłogę, pół na blachie. Isabela zakryła usta ręką, by powstrzymać śmiech. Doskonałe. Buntowniczy naleśnik. Lubi łamać zasady. Marcelo zakaszlał, udając powagę. Przeprojektuję krawędź patelni, mruknął.

Albo może ćwiczyć, odpowiedziała, spokojnie podchwytując go. Następnym razem trzymaj tempo. Raz, dwa, trzy i z powrotem. Nie mam rytmu. Oczywiście, że tak, powiedziała bez wahania. Musisz po prostu pozwolić ciału słuchać muzyki. Obserwował ją bez reakcji, ale gdy to zauważył, jej dłoń delikatnie stukała w blat w rytm rytmu. Natychmiast cofnął rękę. "Idź," uśmiechnęła się Isabela. Powiedziałem mu, że mam rytm. Marcelo udawał, że ją ignoruje, ale jej śmiech rozbrzmiewał przez cały dzień.

Później, idąc głównym korytarzem, był zaskoczony, widząc ją rozmawiającą z robotem odkurzaczem. Zobaczmy, panie Sprzątaczu, tamten róg to smutna część domu. Przekaż to z miłością. Tak. Marcelo zatrzymał się z niedowierzaniem. Rozmawia z odkurzaczem. Oczywiście dorośli słuchają tylko wtedy, gdy zamienisz ich w urocze przedmioty. Myślałem, że może robot lepiej zareaguje w ten sposób. "Ze mną nie musisz robić ze mnie przedmiotu," odpowiedział, krzyżując ramiona. "Więc posłuchaj tego," powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.

Przepisuję popołudnie bez raportów. Tylko jeden. Twój dom musi się śmiać. Marcelo spojrzał na nią z mieszanką zaskoczenia i zdumienia. Nikt nie mówił do niego w ten sposób. Przemyślę to, odpowiedział w końcu. Idealnie. W takim razie dam mu darmowy bilet, powiedziała, wyciągając z kieszeni kartkę papieru. Warto się pośmiać i wypić kieliszek lemoniady. Nie ma daty ważności. Prawie nie zdając sobie z tego sprawy, pozwolił swoim palcom na chwilę musnąć jej palce.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.