Podano kolację, kieliszki do wina napełnione, a w końcu rozpoczęły się toasty. Gdy Margaret wstała, w pokoju zapanowała cisza. Stuknęła srebrnym widelcem w kryształową szklankę i uniosła podbródek z tą aurą wyższości, którą tak dobrze nosiła."Muszę szczególnie podziękować," zaczęła, jej głos był pełen triumfu, "firmie, która umożliwiła ten wieczór. Dekoracje, catering, muzyka, wszystko — wszystko zostało bezbłędnie załatwione przez Whitestone Events. Naprawdę nie dalibyśmy rady bez nich."Sala wybuchła uprzejmymi oklaskami. Po prostu uniosłem kieliszek i upiłem łyk, ukrywając delikatny uśmiech na ustach. Bo Whitestone Events było moje. A w chwili, gdy wypowiedziała te słowa, moc przesunęła się cicho, niewidzialnie.Wyciągnąłem telefon, napisałem jedną wiadomość do zespołu i nacisnąłem wyślij. W ciągu kilku minut kelnerzy zaczęli składać pościel, zbierać kieliszki i cicho przewozić wózki z nietkniętym jedzeniem w stronę wyjścia. Exodus się rozpoczął.
Pierwszy szmer rozszedł się po sali niczym migotanie gasnącej świecy. Goście rozglądali się zdezorientowani, gdy kelnerzy, zamiast nalewać szampana, zaczęli układać tace. Kelner zdjął nietknięty stek z talerza gościa, mówiąc cicho: "Przepraszam, proszę pana," i zniknął w kuchni. Na początku ludzie zakładali, że to pomyłka, może zmiana zmiany. Ale gdy skrzypkowie przerwali w pół utworu, spakowali instrumenty i ruszyli do drzwi, przez tłum rozszedł się niepokój.Uśmiech Margaret zbladł. Stała nieruchomo przy mikrofonie, obserwując, jak jej starannie zaplanowany wieczór rozgrywa się na żywo. "Co—co się dzieje?" syknęła, próbując zachować spokój.Z mojego miejsca przy "najgorszym" stole obserwowałem z opanowaniem. Drzwi kuchni otworzyły się, a całe półmiski jedzenia zostały wyniesione, nie po to, by je podać, lecz załadować do vanów. Krzesła zostały odsunięte, pościel zdjęta, a kwiatowe kompozycje zebrane, jakby przyjęcie już się skończyło.Rozległy się szepty. "Wychodzimy?" "Coś się stało?" "Czy to część planu?"Anna, moja siostrzenica, zauważyła pierwsza. Pobiegła do mnie, a jej welon ciągnął się za nią. "Ciociu Claire, co się dzieje? Dlaczego wszyscy wychodzą?" Jej głos drżał — nie ze złości, lecz ze strachu, że jej idealny dzień się rozpuszcza.Położyłem delikatnie dłoń na jej dłoni. "Nie martw się, kochanie. To wszystko nie jest twoja wina."Prawda była taka, że nigdy nie miałam sporu z Anną. Zawsze traktowała mnie z życzliwością, wysyłała mi ręcznie pisane kartki na Boże Narodzenie, dzwoniła tylko po to, żeby sprawdzić, co u mnie robi. Ale jej matka przekraczała granicę zbyt wiele razy. Dzisiejsza zniewaga była ostatnią kroplą.Margaret podbiegła z gniewem, jej twarz była czerwoniona. "To ty to zrobiłaś?" wypluła, jej głos drżał.Spojrzałem jej w oczy równie. "Podziękowałaś mojej firmie, Margaret. A moja firma podąża za moimi wskazówkami."Przez chwilę wyglądała, jakby miała zemdleć. Jej perfekcyjnie pomalowane usta rozchyliły się, ale nie wydobyły się żadne słowa. Uświadomienie uderzyło ją niczym fala: "biedna ciotka", z której się wyśmiewała, była tą samą osobą, która trzymała sznurki jej cennego wydarzenia.Goście zaczęli zbierać swoje rzeczy, niepewni, czy zostać, czy odejść. Niektórzy zaśmiali się niezręcznie; inni kręcili głowami z niedowierzaniem. Wspaniałość nocy rozmywała się w chaosie, a niegdyś nieskazitelna sala balowa wyglądała jak następstwo pośpiesznej ewakuacji.Anna ścisnęła mnie za ramię. "Proszę... Czy możemy to naprawić?" wyszeptała.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
