Dzień, w którym szef pokonał wdowę... oraz Villa Le Partió el Alma...

"Przed nami długa droga," wyszeptał jeden z dorados. "Cisza," odpowiedział Fierro. "Po prostu tam jesteśmy." I rzeczywiście, kilka metrów dalej tunel otwierał się na małą komorę pod stodołą. Nad nimi słychać było stłumione głosy i kroki zamkniętych robotników. Fierro przyłożył ucho do drewnianego sufitu i policzył. Musiało tam być około 30 osób, mężczyzn, kobiet i dzieci, wszyscy przerażeni. Tymczasem Villa i jego grupa podeszli do hacjendy od strony kuchni.

Doña Lucha była przed nami, poruszając się w cieniu niczym świadomy kot. Lata pracy w tym domu nauczyły go każdego kamienia, każdego krzaka, każdego miejsca, gdzie mógł się ukryć. "Tędy," wyszeptał, wskazując na niskie okno. To jest spiżarnia. Tajne drzwi znajdują się za dużą szafą. Villa wezwał swoich ludzi, by podeszli bliżej. Jeden po drugim wchodzili przez okno. bez wydawania dźwięku, jak uzbrojone duchy. Kuchnia była ciemna, ale wciąż pachniało bulionem z kurczaka i tortillami.

Na zimnym komalu leżały resztki kolacji uzbrojonych napastników. Szafka była ogromnym, rzeźbionym drewnianym meblem, wypełnionym talerzami i garnkami. Doña Lucha szukała palcami, aż znalazła tajne źródło. Gdy ją nacisnął, szafka przesunęła się na bok, odsłaniając wąski korytarz prowadzący do serca hacjendy. "Tu trafiasz do głównego pokoju," wyszeptał. "Don Joaquín śpi w pokoju na górze. Villa skinął głową. Nadszedł czas, by rozpoczął się spektakl.

Przed hacjendą Felipe Ángeles czekał na sygnał. Gdy zobaczył światło lampy Doñi Luchy migotającą trzy razy w oknie na piętrze, wiedział, że Villa już jest w środku. Wtedy zawołał: "Jaquín de la Peña, wyjdź przyjąć Dorados!" I rozpoczęła się strzelanina rozpraszająca. Jego ludzie strzelali w powietrze, krzyczeli jak Apacze i robili zamieszanie, które obudziło wszystkich uzbrojonych na hacjendzie. Okna wypełniały lufy karabinów, a powietrze wypełniono ołowiem.

W stodole Fierro usłyszał strzały i wiedział, że nadszedł jego czas. Żelaznym prętem podniósł deskę z podłogi i zajrzał do środka. Zamknięci pracownicy skulili się w kątach, zasłaniając uszy przed odgłosem strzałów. "Jestem żelazem ludzi z Villi," krzyknął. "Przyszliśmy ich stąd wyciągnąć. Podejrzliwie podszedł starszy mężczyzna, który wydawał się brygadzistą. Są prawdziwymi rewolucjonistami. Tak rewolucyjny, jak moje imię to Rodolfo.

Czy chcą odejść, czy zostaną tutaj, aż zostaną zabici? Brygadzista nie potrzebował dalszych wyjaśnień. Pomógł Fierro zdjąć deski podłogowe i zaczął przenosić kobiety oraz dzieci przez dziurę. Jeden po drugim wszyscy pracownicy schodzili do tunelu, prowadzeni przez złotych ku wolności. Tymczasem wewnątrz hacjendy Villa i jego ludzie wspięli się po spiralnych schodach do pokoju Don Joaquína.

Doña Lucha podążyła za nim. Pomimo protestów Villi, chciał zobaczyć na własne oczy, jak szef zapłacił za jego niegodziwość. Dotarli na drugie piętro bez oporu. Wszyscy napastnicy stali przy frontowych oknach, walcząc z Felipe Ángelesem. Villa podszedł do drzwi głównego pokoju i powoli je popchnął. Było otwarte. Don Joaquín de la Peña nie był w swoim łóżku. Uciekł, ale nie daleko. Villa znalazł go w tylnym pokoju, próbującego włożyć złote monety do skórzanego plecaka.

Miał na sobie koszulę nocną i buty, a jego twarz lśniła od potu i strachu. "Dobranoc, Joaquín," powiedział mu Villa, pojawiając się w drzwiach niczym mścicielski anioł. Wzór odwrócił się tak szybko, że upuścił monety na ziemię. Brzmiały jak dzwonki węża. Villa, jak się tu dostałaś? Wychodząc jak uprzejmi ludzie. Czy skończyłeś już kraść, czy musisz włożyć więcej pieniędzy do plecaka? Don Joaquín spojrzał przez okno, kalkulując, czy może skoczyć, ale był na drugim piętrze, a pod spodem było więcej kamieni.

Czego chcesz? Pieniądze. Daję ci wszystko, co mam. Villa podszedł powoli, nie wyciągając pistoletu. Nie potrzebowałem tego. Nie chcę twoich pieniędzy, Joaquin. Chcę twojego szacunku. Szanuję cię. Bardzo cię szanuję. Nie ja, nie ona. Villa odsunęła się na bok, a Doña Lucha pojawiła się w drzwiach. Szef ją zobaczył i jego twarz była zniekształcona. Wdowa stała prosta jak wędka wierzby, jej oczy były jasne, ale spokojne. "Dobry wieczór, Don Joaquín," powiedział wyraźnym głosem.

"Pamiętasz mnie?" Gruby mężczyzna zaczął drżeć jak mleczny budyń. Doña Lucha, byłam pijana, gdy uderzyła mnie przed całym miastem, gdy deptała mój haft, kiedy powiedziała, że mój mąż głoduje. Przepraszam, przepraszam, to był błąd. Doña Lucha zrobiła krok bliżej. Don Joaquín cofnął się, aż uderzył w ścianę. Wiesz co, Don Joaquín? Masz rację. Tak, to był błąd. Błąd wiary, że jest się właścicielem ludzi, bo należy do ziemi.

Strzelanina na zewnątrz zaczęła się uspokajać. Słychać było głosy doradosów, które krzyczały, że już uwolnili robotników, że już związali uzbrojonych napastników, że hacjenda została zdobyta. Villa podszedł do okna i krzyknął: "Fierro, Felipe, chodźcie tutaj. Mamy gości." Po kilku minutach pokój wypełnił się zakurzonym i zadowolonym złotem. Fierro związał zdrajcę Tiburcio Sáncheza, którego twarz była spuchnięta od ciosów, jakie otrzymał podczas pojmania.

"Oto ten drań, szefie," powiedział Fierro. "Co z tym zrobimy?" Villa spojrzał na Tiburcio z większym smutkiem niż złością. Był dobrym żołnierzem w dawnych czasach, zanim chciwość zniszczyła jego duszę. Dlaczego to zrobiłeś, Tiburcio? Za pieniądze. Zdrajca splunął krwią na ziemię. Za pieniądze. Z głodu, Pancho. Z czego żyje, gdy rewolucja się kończy? Wspomnień. Godności, bracie. O godności. Villa odwrócił się i nigdy więcej na niego nie spojrzał.

Para él, Tiburcio ya estaba muerto desde el momento en que traicionó. Felipe le dijo a ángeles, “Llévate a este hombre y enciérralo con los demás pistoleros. Mañana el pueblo decidirá qué hacer con él. ” Cuando se quedaron solos Villa, doña Lucha y don Joaquín, el silencio fue más pesado que lápida de panteón. El patrón seguía temblando con las monedas de oro desperdigadas a sus pies como lágrimas amarillas. “A ver, Joaquín”, le dijo Villa, “Llegó la hora de las cuentas.

¿Qué tienes que decirle a la señora?” Don Joaquín se puso de rodillas como animal acorralado. “Perdón, doña Lucha. Perdón por haberla golpeado. Perdón por haber sido un mal hombre. Doña Lucha lo miró desde arriba sin odio, pero sin lástima tampoco. Y y ¿qué más, señora? ¿Y mi marido era un muerto de hambre? Don Joaquín bajó la cabeza hasta que la frente le tocó el suelo. No, señora. Su marido era un hombre de honor y usted es una mujer de honor y yo, yo soy una basura.

Villa esperó a que doña Lucha dijera algo, pero la viuda se quedó callada, mirando al hombre que la había humillado y que ahora se arrastraba pidiendo perdón. ¿Está satisfecha, señora?, le preguntó Villa. Doña Lucha suspiró hondo, como suspiran las mujeres que han cargado mucho peso y por fin pueden soltarlo. Sí, general, ya está. Villa asintió, agarró a don Joaquín por el cuello de la camisa y lo levantó como costal de papas. Te voy a dar una oportunidad, Joaquín, una sola.

Te vas de aquí antes de que salga el sol. Te llevas lo que traes puesto y nada más. Si te vuelvo a ver por estos rumbos, no va a haber quien te salve. Y mis propiedades, mi hacienda, se las repartes a los trabajadores. Ellos son los que la han trabajado toda la vida. Pero es injusto. Yo heredé estas tierras de mi padre. Villa lo miró con ojos de hielo. Injusto, como pegarle a una viuda, como quemar la comida del pueblo, como usar niños de escudo.

Taka niesprawiedliwość. Don Joaquín rozumiał, że nie ma sposobu, by przekonać Villę. Ubrał się powoli, ręce mu drżały, i wyszedł z pokoju, nie oglądając się za siebie. To był ostatni raz, kiedy ktoś go widział w San Isidro del desierto. Następnego dnia, gdy słońce wzeszło, a miasto wypełniło się ciekawskimi ludźmi, Villa zebrał wszystkich na placu. Stał w tym samym miejscu, gdzie Don Joaquín uderzył Doñę Luchę, ale teraz atmosfera była zupełnie inna.

Wyzwoleni pracownicy przytulili swoje rodziny. Dzieci biegały między końmi doradosów, a kobiety przygotowywały jedzenie na świętowanie. Bracia, powiedział Villa z kapeluszem w ręku. Sprawiedliwość nadeszła do San Isidro. Ale nie dlatego, że to ja przyniosłem, tylko dlatego, że to ty to otrzymałeś. Naród, który się nie broni, to tylko naród skazany na niewolę. Długie i szczere brawa przebiegły przez plac. Doña Lucha siedziała w pierwszym rzędzie z dwójką dzieci i wnukiem, który patrzył na nią z dumą.

Villa kontynuował rozmowę. Ziemie hacjendy zostaną rozdzielone między tych, którzy je uprawiali, a także bydło. A pieniądze ukryte w domu zostaną przeznaczone na odbudowę stodoły i pomoc wdovom oraz sierotom. Kolejna fala oklasków, głośniejszy niż poprzednia. Ale pamiętaj, dodał Villa, podnosząc głos, że sprawiedliwość nie jest czymś, co się rozdawa. Sprawiedliwość to coś, co się zdobywa. A gdy już zostaniesz pokonany, musisz o nie dbać tak, jak o dziecko.

Dorados zaczęli przygotowywać się do odejścia. Wypełnili swoją misję i mieli inne miasta do odwiedzenia, inne niesprawiedliwości do naprawienia. Villa podeszła do Doñi Luchy, by się pożegnać. Pani, to był zaszczyt panią poznać. Nauczyłeś mnie, że wartość nie mierzy się rozmiarem ciała, lecz rozmiarem serca. Doña Lucha uśmiechnęła się pierwszym prawdziwym uśmiechem, jaki widziano od miesięcy. Generale, nauczyłeś mnie, że na świecie wciąż są ludzie honoru.

Niech Bóg go błogosławi i chroni. Przytulił ją w sposób pachnący kokosowym mydłem i czystymi ubraniami, podając coś owiniętego w szmatkę. Jest to szkaplerz Matki Boskiej z Guadalupe, który graniczy z nocą, by chronić ją podczas jej bitew. Villa trzymał szkaplerz przy sercu. obok tej, która była pedrito. "Dziękuję, proszę pani, nie zapomnę." Wsiadł na konia i stanął przed swoimi złotymi ozdobami.

Przed wyjściem podszedł do ściany na placu i gwoździem wygrawerował słowa, które wciąż można odczytać. Tutaj wymierzono sprawiedliwość. Villa, październik 1915. Złote ryby odgalopowały, wzbijając chmurę złotego pyłu, która zniknęła na horyzoncie. Ludzie żegnali się z nimi okrzykami i kapeluszami w powietrzu, wiedząc, że nie są już tacy sami jak dzień wcześniej. Doña Lucha pozostała na placu, dopóki jeźdźcy nie zniknęli z pola doupach.

Potem podniósł mały kamień z ziemi, pocałował go i schował do kieszeni fartucha. To był jego sposób na wspomnienie dnia, gdy godność powróciła do San Isidro z pustyni. Ci, którzy wiedzą, ci, którzy byli tam, gdy pustynia zmieniła właściciela, mówią, że od tego dnia żaden mężczyzna w wiosce nie odważył się podnieść ręki przeciwko kobiecie. Nie ze strachu przed Villą, która już odjechała, lecz z szacunku dla lekcji, którą wyciągnął, że sprawiedliwość może przyjść późno, ale zawsze przychodzi.

a gdy przybywa, pozostanie w sercach tych, którzy przyjęli go z honorem. Doña Lucha nadal mieszkała w swojej adobe chatce, szyjąc i haftując, wychowując dzieci i opiekując się wnukiem. Ale nie była już tą samą upokorzoną kobietą co wcześniej. Była kobietą, która widziała sprawiedliwość na własne oczy, która szła u boku bohaterów, która pomogła napisać stronę historii. W niedziele, gdy ludzie zbierali się na placu po mszy, dzieci prosiły go, by opowiedział im historię generała Villi i zemsty w policzku.

Powiedziała im to jasnym głosem i jasnymi oczami, by nigdy nie zapomnieli, że godność ludzi nie jest na sprzedaż, nie jest rozdawana i nie wolno jej deptać. A gdy historia się kończyła, zawsze dodawał to samo zdanie, jakby ktoś odmawiał modlitwę. I tak nauczyliśmy się, że Bóg ściska, ale nie dusi, i że wtedy, gdy sprawiedliwość przychodzi konno i z sercem w dłoni. Nie

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.