Dzień, w którym szef pokonał wdowę... oraz Villa Le Partió el Alma...

Miasteczko wyglądało na małe i smutne, z domami z adobe rozrzucone jak zęby starego człowieka i zakurzonymi ulicami, gdzie poruszało się tylko kilka kur i chudy pies. "Tam jest gniazdo żmij," powiedział Fierro. No to zobaczmy, czy żmija ma kły, czy nie, to czyste syczenie," odpowiedział Villa. Czekali na zmrok, by weszli do wioski. Nie chcieli straszyć ludzi w nocy, ale też nie chcieli dać szefowi czasu na zastawienie pułapek.

Villa nauczył się w wielu bitwach, że zaskoczenie jest lepszą bronią niż kule, a ostrzeżony wróg jest niebezpiecznym przeciwnikiem. Gdy na niebie zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy, dorados zeszły ze wzgórza i zbliżyły się do San Isidro niczym ciche cienie. Villa był z przodu z pistoletem w kaburze, ale ręka gotowa go wyciągnąć. Jego ludzie podążali za nim w rzędzie, niczym uzbrojone duchy, które przyszły ściągnąć dług honoru. Dorados wpłynęły do San Isidro z pustyni, gdy woda wpada na ląd.

Bez hałasu, ale wypełniając wszystkie luki. Villa podzielił swój lud na trzy grupy. Fierro z dziesięcioma ludźmi otoczył hacjendę Don Joaquína po stronie zagrody. Felipe Ángeles wraz z dziesięcioma innymi zajął pozycje w pobliżu dworca kolejowego, a Villa wraz z resztą pozostał w centrum miasta, blisko placu, gdzie doszło do afrontu. To była bezksiężycowa noc, jedna z tych, które kojoty wykorzystują, by wyć swoje smutki do nieba.

Powietrze pachniało dymem z drewna i kreozotem, a cisza była tak gęsta, że można ją było przeciąć maczetą. Ale Villa poczuł coś dziwnego, mrowienie na karku, które mówiło mu, że coś jest nie tak. Po tylu latach wojny nauczył się słuchać ostrzeżeń, które wysyłał mu instynkt. Tomás, wyszeptał do Urbiny, to jest bardzo ciche. Nie pies, który szczeka, nie kogut, który pieje. Tak, szefie, jakby ludzie na coś czekali.

zsiadł z konia i ruszył w stronę chaty Doñi Luchy. Cicho zapukał do drzwi kostkami, gdy szanujący mężczyźni pukali. Kto tam? Rozległ się przestraszony głos wdowy. Jestem Francisco Villa, proszę pani. Przychodzę po sprawiedliwość, o którą prosił mnie jego wnuk. Drzwi otworzyły się powoli. Doña Lucha pojawiła się z szalem zarzuconym na głowę i szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia. Boże, czy naprawdę jesteś generałem? Tak, proszę pani, czy mogę wejść? W środku chaty, przy świetle świecy przynęty, Villa dostrzegł biedę godną wdowy,

mata, na której spała, zimny komal, popękane ściany z adobe, ale widziała też coś jeszcze, jasne oczy nadziei Doñi Luchy i nieśmiały uśmiech jej dwójki dzieci, Nicolása i Remedios. "Generale," powiedziała wdowa, "nie wiem, jak podziękować za przybycie, ale obawiam się, że zastawili na ciebie pułapkę." Dlaczego tak mówisz, proszę pani? Bo Don Joaquín już wiedział, że przyjdziesz. Od wczoraj jest bardzo zdenerwowany i rozmawia z obcymi ludźmi.

Ponadto Tiburcio Sánchez, który kiedyś był z rewolucjonistami, jest teraz ich brygadzistą. Villa zmarszczył brwi. Tiburcio Sánchez był jednym z jego ludzi na początku, ale zdezerterował po bitwie pod Celayą, gdy sytuacja dla dywizji północnej stała się nieprzyjemna. Tiburcio jest tutaj. Tak, generale, a wczoraj widziałem, jak rozmawiałeś z jakimiś rewolwerowcami z Ciudad Juárez, ludźmi o złym charakterze, o twarzach najemnych zabójców. Villa poczuł, jak mrowienie na karku staje się silniejsze.

Spojrzał przez okno chaty na plac. Wszystko wciąż było bardzo ciche, zbyt ciche. Pani, czy jest inny sposób, żeby stąd wyjść bez przechodzenia przez plac? Tak, generale, za chatą jest mała ścieżka prowadząca do suchego strumienia. Stamtąd może dotrzeć do stołówki, nie będąc zauważonym. Bardzo dobrze. Ty i twoje dzieci zostajecie tutaj z zamkniętymi drzwiami. Nie wychodź, dopóki to się nie skończy. Villa opuścił Jacala tylnymi drzwiami i dołączył do swoich ludzi.

Wyjaśnił, co odkrył, i zmieniał plany w trakcie. Fierro, zostań tam, gdzie jesteś, ale bądź bardzo ostrożny. Felipe, podejdź na bok kościoła i powiedziałeś czterem innym dorados, chodźcie ze mną. Zabierzmy Don Joaquína na przejażdżkę po stronie, której się nie spodziewa. Ruszyli do stołówki ścieżką, którą wskazała im Doña Lucha. To była wąska alejka między opuszczonymi chatami, pełna luźnych kamieni i suchej trawy.

Villa prowadził z pistoletem już w ręku, za nim Pedrito, najmłodszy z jego dorados, 20-letni chłopak o twarzy dziecka, ale sercu lwa. Zbliżali się do rogu stołówki, gdy wydarzyło się to, co musiało się wydarzyć. Z okien okolicznych chat dochodziły płomienie ognia, dobrze przygotowana zasadzka z ukrytymi strzelcami w trzech różnych domach. Pociski świstały jak wściekłe osy, tłucząc szkło i roztrzaskując drewno.

"Na ziemię!" krzyknął Villa i rzucił się za ceglaną attykę. Jego ludzie rozproszyli się, szukając osłony, ale zaułek był bardzo wąski, a wróg miał przewagę wysokości. Pedrito, który szedł z tyłu, został trafiony strzałem i upadł jak worek kukurydzy. Villa zobaczył, jak upada i poczuł zimną wściekłość, która wzniosła się od brzucha do oczu. "Pedrito!" krzyknął i czołgał się do chłopca. Złoty młodzieniec miał otwarte oczy, tracąc blask.

Położył rękę na piersi, z której życie mu uciekało, i wyjął szkaplerz Matki Boskiej z Guadalupe, który podarowała mu matka. Mój generał powiedział do niej z ostatnim tchnieniem: "Powiedz mojemu szefowi, że wykonałem swoją pracę jako człowiek, a on stał nieruchomo na zawsze z szkaplerzem w ręku i smutnym uśmiechem na ustach. Villa poczuł, jak serce ściska mu się jak zaciśnięta pięść. Pedrito był dla niego jak syn, a widząc go umierać w takim stanie, w zasadzce, rozpalił ognisko w jego wnętrzu.

Ale to nie był czas na opłakiwanie zmarłych, lecz na ich pomstę. Spojrzał przez attykę i zobaczył znajomą twarz w jednym z okien. Tiburcio Sánchez, dezerter, z karabinem w rękach i żmijowym uśmiechem na twarzy. Pancho Villa krzyknął na niego. Widziałeś, jak przyjmuję przyjaciół. Villa nie odpowiedział mu słowami, on odpowiedział ołowiem. Dwa celne pociski, które rozbiły ramę okna i zmusiły Tiburcio do szukania bezpieczniejszego schronienia.

Strzelanina trwała przez jakiś czas, który wydawał się wieczny. Strzelcy Don Joaquína mieli dobre pozycje, ale Villa i jego ludzie mieli lepszą celność. Stopniowo wrogie karabiny cichły jeden po drugim, aż znów zapadła cisza na alejce. Villa powoli wstał, trzymając w ręku dymiący pistolet. Jego trzej ocalałi ludzie podeszli pokryci kurzem i prochem. Wszystko w porządku?, zapytał ich. Tak, mój generale, ale Pedrito, wiem, już to widziałem.

Villa przykucnął obok ciała chłopca, ostrożnie zamknął oczy, wyjął łokapturz spomiędzy palców i schował go do kieszeni koszuli obok serca. Obiecuję ci, chłopcze, że twoja śmierć nie ojdzie bez zemsty. W tym momencie rozległy się kroki biegnące wzdłuż alejki. To Iron usłyszał strzały i przyszedł pomóc swojemu generałowi. Co się tu stało?, zapytał, widząc ślad łusek i ciała Pedrito, który przygotował dla nas zasadzkę.

Tiburcio Sánchez sprzedał się szefowi. Tiburcio, ten syn złej matki, gdzie on jest? Zostałem oszukany, ale nie mogło to zajść daleko. Fierro splunął na ziemię, plując z pogardą. Cóż, jak go złapię, pokażę mu, co się dzieje ze zdrajcami. Villa wstał i otrzepał kurz z ubrań. Jego twarz była poważna jak marmurowy nagrobek, ale oczy błyszczały jak żar. Najpierw musimy wyciągnąć szefa z jego nory, ale już o tym myślałem.

Jak? Jak, szefie? Villa się uśmiechnął. Ale to nie był radosny uśmiech, to był uśmiech jaguara, zanim rzucił się na swoją ofiarę. Kłamstwami i prochem, Rodolfo, kłamstwami i prochem. Don Joaquín de la Peña zamknął się w swojej hacjendzie jak szczur w jaskini. Dom był duży i solidny, zbudowany z szarego kamienia i wapienia, z małymi oknami i grubymi ścianami, które mogły wytrzymać oblężenie. Miał widok na dolinę ze wszystkich stron, więc nie dało się podejść bez bycia zauważonym.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.