Dom budził się powoli i niechętnie

Dom budził się powoli i niechętnie, jakby czuł, że nowy dzień nie przyniesie nic dobrego. Za oknami wciąż było szaro – wczesny zimowy poranek, gdy ciepło łóżka wydaje się być najbardziej niezawodną opaską przed zimnym i hałaśliwym światem. Ale w mieszkaniu Antona i Evy cisza od dawna stała się luksusem, na który nikt już sobie nie pozwalał.

Eva obudziła się wcześniej niż wszyscy inni – nie z pożądania, lecz z powodu narastających bólów w ciele i ciężaru w głowie. Temperatura drapała skronie od środka, jakby ktoś położył na nich rozgrzane monety. Przykrywszy się kocem, próbowała oddychać powoli, by ból choć na chwilę ustąpił. Ale gdy otworzyłam oczy, od razu usłyszałam dudnienie z kuchni – mój mąż szukał czegoś w szafkach, jak zawsze, głośniej niż to konieczne.

Już wiedziała: zacznie się teraz.

Eva była matką rocznej Olyi i macochą dziewięcioletniego Igora. Przez ostatnie sześć miesięcy desperacko próbowała stać się częścią tej nowej rodziny – nie nachalnie, nie agresywnie, lecz delikatnie i z duszą. Starała się zrozumieć nawyki wszystkich, wyczuć nastrój, utrzymać harmonię w domu, gdzie nikt nie myślał o niej zbyt długo. Ale im bardziej próbowała, tym częściej natrafiała na ścianę — obojętną, zimną, czasem surową. I wydawało się, że nikt nie dba o nią za tym murem.

Anton, jej mąż, jest przyzwyczajony do uważania się za człowieka czynu: praca, raporty, spotkania, zarobki. Wszystko inne postrzegał jako drugorzędne, zwłaszcza jeśli chodziło o obowiązki domowe. Jego głośny głos, rozkazujący ton, zmęczenie po pracy, wieczne wymówki... wszystko to zamieniło się w tło, którego Eva nie potrafiła już rozróżnić, bo nie rozróżnia się hałasu za oknem. Ale dziś, gdy ciało bolało mnie od upału, a głowa pękała, to tło stało się szczególnie ciężkie.

Igor... Chłopiec, którego kiedyś witała uśmiechem i domowymi ciasteczkami, by ułatwić mu przeprowadzkę do nowej rodziny, wydaje się być zastąpiony w ostatnich tygodniach. W jego słowach pojawiła się uraza, niezadowolenie w głosie, a wrogość w zachowaniu. Eva próbowała zrozumieć powód, ale nić się wymknęła, jakby ktoś cicho popychał chłopca, by myślał, że jest obcą.

A pośród tego wszystkiego jest mała Olga, dziecko, dla którego Eva była gotowa zrobić wszystko. Tylko że teraz jej siły opuszczały ją i nie było żadnej pomocy.

Ten dzień miał być taki sam jak poprzednie: chaotyczny, trudny, pełen niekończących się próśb, twierdzeń i aluzji. Ale Eva jeszcze nie wiedziała, że dziś niezauważalne trzaskanie w jej rodzinie stanie się głośniejsze. Coś w niej — ciche, zmęczone, cierpliwe — zacznie się łamać. I nie będzie to histeria, nie krzyki, lecz cicha świadomość: jeśli nie ochroni siebie i swoich dzieci, nikt nie zrobi tego za nią.

A poranek, który zaczął się od kaszlu i gorączki, będzie tylko pierwszą kroplą.

Poranek w końcu się uwolnił, gdy Anton wpadł do kuchni, zapinając koszulę po drodze. Wyglądał na zirytowanego, jakby sam świat się przeciwko niemu odwrócił, choć świat żył po prostu swoim własnym życiem jak zwykle.

"Co masz na myśli mówiąc śniadanie bez śniadania?" Podniósł głos. "Co to za zamieszki w kuchni?!"

Eva powoli poszła za nim, opierając się o framugę drzwi. Oczy mu się zamykały, ciało wydawało się jak bawełna. Miała nadzieję, że Anton przynajmniej tym razem zauważy jej stan. Ale nadzieja była zbyt delikatnym stworzeniem, by przetrwać w ich domu.

"Anton... Mówiłem ci. Mam gorączkę. Pozwól mi się położyć, a potem...

"Gorączka nie jest powodem, by głodzić swoją rodzinę! Warknął, zaglądając do pustej lodówki, jakby ktoś kradł jedzenie nocą.

Kuchnia jakby się kurczyła, pozwalając zimnemu przeciągowi przepłynąć między nimi. Eva nie znalazła siły, by odpowiedzieć. Po prostu usiadła na stołku w milczeniu, znów czując, jak młotek uderza jej w głowę.

W tym momencie wbiegł Igor.

"Tato!" Eva! Gdzie są moje ubrania? Spóźniam się!

Eva próbowała się uśmiechnąć do chłopca – wyczerpana, ale z przyzwyczajenia. Jest przyzwyczajona do jego dziecięcych problemów: "Nie mogę znaleźć zeszytu", "Zamek mek jest zepsuty", "gdzie jest mój kompas do pracy". Zazwyczaj rozwiązywała wszystko szybko i delikatnie. Ale dziś każdy krok był bolesny.

"Na desce do prasowania, Igor," wyszeptała.

Chłopiec rozejrzał się po pokoju zdezorientowany, jakby widział swój własny dom po raz pierwszy. Eva wstała i poszła pokazać jej rzeczy. Jej oczy nieco pociemniały, ale wytrzymała.

Anton patrzył na nią, jakby celowo postanowiła skomplikować mu życie.

"Jak już wstaniesz, przygotuj coś," mruknął, "nie umierasz."

To zdanie uderzyło mocniej niż temperatura. Eva opuściła wzrok, by się pozbierać.

Igor, zakładając znalezione ubrania, powiedział nagle:

"Dziękuję za śniadanie!" Nie zauważając, że robi śniadanie siłą, pobiegł za ojcem.

Gdy drzwi za nimi zatrzasnęły się, w mieszkaniu zapadła cisza. Tylko mały Olya w łóżeczku szlochał dziwnie, domagając się uwagi. Eva wzięła ją w ramiona i poczuła, jak dziecko pali jej dłonie, jakby i ona zaczynała mieć gorączkę.

Później, pod wyciem czajnika, Eva znów leżała na kanapie z córką. Świat się trząsł. Czas mijał w przerwach. Przestała rozróżniać minuty od godzin, tylko odczucia: ciężkość, upał, zmęczenie.

W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.

Moja teściowa stała na progu – surowa, wysportowana, z wyrazem wiecznej dezaprobaty.

"Co się stało?" Rozejrzałem się po kuchni. "Za moich czasów to było niedozwolone.

Eva próbowała wyjaśnić:

"Mam gorączkę. Później...

"Za moich czasów rodzili z gorączką! Nina Pietrowna rozłożyła ręce. "A ty jesteś delikatny.

I nie słuchając, zaczęła zmywać naczynia. Eva stała, trzymając się framugi drzwi, zastanawiając się, czy jej podziękować, czy poprosić, by przestała. Jednak teściowa nie lubiła jej za "miękkość", "niepraktyczność" i "nadmierną troskę o dzieci". Każdy protest tylko potwierdzał tę opinię.

Gdy Eve zapytała:

"Idź na spacer z Olyą, muszę się położyć..."

"Nie mogę," warknęła kobieta. "Mam ważniejsze rzeczy do zrobienia. Radzcie sobie sami. To jest twoja córka.

Na koniec, poprawiając szalik, teściowa dodała:

"Kobieta powinna trzymać dom. Wszystko inne pochodzi od diabła.

Po jej odejściu cisza stała się ciężka. Eva czuła, że nikt w tej rodzinie jej nie słyszy. Wszyscy mówią – tylko ona słucha. Wszyscy żądają – tylko ona daje.

Wieczorem, gdy Igor wracał, wydawało się, że zaraz stanie się zwykłym dzieckiem: rozbierał się, jadł, rozmawiał o szkole. Zamiast tego chłopiec rzucił plecak na podłogę i powiedział:

"Idę na trening. Nie wiem, gdzie jest moja siostra. Nie mam czasu, żeby z nią usiąść.

Eva zapytała:

"Proszę zostać pięć minut..."

"Nie prosiłem cię, żebyś mnie uczył!" On się zdenerwował. "Nie jesteś moją matką!" Miałem własne!

Jego słowa przeszyły moje serce. Igor wybiegł, trzaskając drzwiami – a powietrze stało się jeszcze cięższe.

Eva usiadła na podłodze, przykładając dłoń do czoła. Temperatura wzrosła.

"Co robię źle? Dlaczego wszystko się?" pomyślała, ale odpowiedzi nie padły.

Anton wrócił późno, zirytowany, zmęczony, wymagający. Jego irytacja zdawała się rosnąć proporcjonalnie do jej słabości.

"Gdzie jest kolacja?" Zapytał, jakby musiała przejść między omdleniami.

Eva próbowała wyjaśnić:

"Anton... Mam gorączkę cały dzień. Ledwo mogę stać.

"Pracuję." Robię się zmęczony. Potrzebuję jedzenia. To proste.

Mówił bez złośliwości, ale też bez najmniejszej próby zrozumienia. Jakby w ich świecie były dwie osiory: jego sprawy były ważne, a wszystko inne nieistotne.

Gdy Eve zapytała:

"Porozmawiaj z Igorem. Zaczął być niegrzeczny...

"Jesteś kobietą, sam się domyślisz," mąż machnął ręką.

Olya zaczęła płakać. Anton wziął ją w ramiona – niezręcznie, spięto, jakby trzymał nieznany przedmiot. Kilka minut później wrócił.

"Weź to." Krzyki. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić.

"To jest twoja córka.

"Moim zadaniem jest zarabianie pieniędzy!"

Eva czuła, że jej siła odpływa jak woda z rozbitego kubka.

Tego wieczoru leżała długo, patrząc w sufit. W mojej piersi rosło dziwne uczucie pustki. Nie złość, nie cierpienie, lecz pustka. Jakby coś w niej cicho pękało, ustępując miejsca innym myślom, bardziej ostrym i wyraźnym.

Chciała, żeby przynajmniej jedna osoba w tym domu powiedziała:

"Eva, odpocznij. Poradzę sobie."

"Jesteś chory. Jestem tutaj."

"Widzę, że to dla ciebie trudne."

Ale nikt tego nie powiedział. A im silniejsza stawała się jej słabość, tym głośniej brzmiała ta myśl:

Jeśli ona o siebie nie zadba, nikt nie będzie.

Następnego ranka to tylko potwierdziło. Anton znów biegł, krzycząc, szukając koszul, domagając się śniadania – jakby wczoraj nic się nie stało. Jakby była tylko meblem, który przypadkowo zachorował.

Kiedy powiedział:

"Gdzie jest koszula?" Spóźniam się!

Po raz pierwszy od dawna Eva nie wstała.

"Jeśli chcesz, pogłaszcz ją," powiedziała cicho.

I było coś nowego w jej głosie. Nie zmęczenie. Nie złość.

I początek wewnętrznej granicy, którą miała przekroczyć.

Dzień zaczął się gorzej niż poprzedni. Ból głowy nie ustępował, temperatura wzrosła do czterdziestu – Eva zauważyła to po bólu kości, nawet nie patrząc na termometr. Ale i tak wstała. Jest do tego przyzwyczajona: jeśli się zawali, wszystko wokół się zawali.

Olya płakała od wczesnego ranka – albo przez zęby, albo chorobę, albo po prostu czuła stan matki.

Eva próbowała ją kołysać, ale jej ręce drżały, palce słabły, a dziecko prawie się wyślizgnęło. Przestraszona ostrożnie położyła córkę do łóżeczka i usiadła, ciężko oddychając.

W tym momencie Igor wrócił – wcześniej niż zwykle, wściekły, jak rzeka wylewająca się wiosną.

"Wyrzucili mnie z treningu!" Krzyknął, rzucając torbę na podłogę.

Eva zadrżała na głośny głos, jakby krzyk przeszył jej skronie.

"Za co?" Zapytała zmęczonym tonem.

"Zapomniałem ekwipunku!" Chłopiec krzyknął, jakby to była jej wina. "I powinieneś był go odebrać!"

Eva powoli spojrzała w górę.

"Igor... Jestem chory. Mam wysoką gorączkę. Nie powinienem...

"Musisz!" Przerwał chłopak. "Jesteś gospodynią domową!" A ty jesteś bezużyteczny!

Te słowa paliły mocniej niż jakiekolwiek gorąco.

"Kto mu to zasugerował?" – przemknęło przez głowę Evy. Ale nie było w tym sile pytać.

Igor kontynuował, nie zauważając jej bladości:

"Wcale nie jesteś moją matką!" I nie będziesz! Moja mama była normalna! A ty...

Nie dokończył – drzwi zatrzasnęły się głośno za nim.

Eva położyła dłoń na czole. Świat zaczął kruszyć się w kółko.

Ale Olya znów płakała – głośno, wściekle.

Eva zamknęła oczy. "Gdybym tylko mógł wstać... choćby po to, by ją podnieść..."

Podeszła do łóżeczka, ale jej nogi zrobiły się jak guma, ziemia się pod nimi wyślizgnęła i osunęła się na podłogę jak lalka, która straciła sznurki.

Tak właśnie znalazł ją Anton – siedzącą na podłodze, trzymającą się za głowę, z płaczącą córką obok niej.

"Znowu siedzisz?!" Zamiast "Jak się masz?" powiedział zamiast "Jak się masz?" "Właśnie przyjechałem, a co tu jest?" Ryk, bałagan, żadnej kolacji!

Eva spojrzała w górę, zamglona i niezrozumiała.

"Anton... Czuję się źle... Bardzo... Pomoc...

Przeszedł obok, sprawdzając garnki.

"Jest pusty!" Co robiłeś cały dzień?!

W tym momencie coś w Evie zaskoczyło.

Bądź cicho. Prawie bezgłośnie.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.