To bardzo niebezpieczne. Płacz Emiliano stał się teraz nieprzerwany, wysoki dźwięk głodu i zimna, który łamał mu duszę. "Boże, pomóż nam," wyszeptała Silvia. Jego wiara była jedyną rzeczą, która mu pozostała. Kurczowo trzymał się ramienia Renaty. Szli kolejne 20 minut, każdy krok był cięższy od poprzedniego. Wtedy Renata zobaczyła go około 100 m od drogi, częściowo ukrytego pod suchymi krzewami i umierającą topolą, gdzie widać było sylwetkę. To nie był kamień, to była konstrukcja.
Wyglądało to jak dom. Babciu, spójrz tam," powiedziała, wskazując podbródkiem, nie śmiejąc puścić Emiliana. Silvia zmrużyła oczy, wytężając zmęczone oczy. Wygląda jak dom, czy jest opuszczony? "Jest tylko jeden sposób, by się dowiedzieć," powiedziała Renata, a jej serce biło mocno od strachu i maleńkiej iskierki nadziei. Zeszli z asfaltu, ich stopy zapadały się w piasek i żwir. Podjazd został niemal zniszczony przez czas i chwasty. Dom był mały, z adobe, w starym stylu nowomeksykańskim.
Okna były zabite deskami lub wybite. Drzwi wejściowe wisiały krzywo na jednym zawiasie. Było oczywiste, że nikt tam nie mieszkał od wielu, wielu lat. Ale to był dach, cztery ściany. "Uważaj, Renata," ostrzegła Silvia, ściskając walizkę mocniej. Renata pchnęła drzwi, które skrzypiały jak banshee. Wnętrze było ciemne i pachniało kurzem od nagromadzonego czasu i gniazd myszy, ale było suche i co najważniejsze, chroniło ich przed lodowatym wiatrem.
"Poczekaj tutaj, babciu." Renata wyjęła telefon. Bateria wskazywała 5%. Włączył latarkę. Promień światła oświetlał mały salon. Były stare meble pokryte zakurzonymi prześcieradłami. Kominek w rogu pełen pajęczyn. "Boże," wyszeptała Renata. Nie była całkiem pusta. Jakby ktoś odszedł w pośpiechu, zostawiając wszystko za sobą. W małej, przylegającej kuchni znaleźli na blacie do połowy pełną puszkę po kawie. Chociaż zawartość była twarda jak kamień.
W rogu stała stara prycza. "To lepsze niż droga," powiedziała Silvia, puszczając walizkę z westchnieniem ulgi, które zdawało się zdjąć jej z ramion 10 lat. "Tu przynajmniej możemy zostać na noc." Renata otrzepała kurz ze starej sofy kocem Emiliano i pomogła babci usiąść. Potem szukała miejsca dla dziecka. Znalazł mały pokój, sypialnię. Była tam drewniana kołyska. Łóżeczko. Była pusta, zakurzona, ale nienaruszona, jakby czekała.
Renata poczuła dreszcz przebiegający po kręgosłupie. Kto tu mieszkał? Kto kiedykolwiek miał dziecko w tym zapomnianym miejscu? posprzątała łóżeczko najlepiej jak potrafiła i położyła Emiliano do łóżka, który w końcu zamilkł, wyczerpany płaczem. Gdy zapadła noc nad pustynią, Renata i Silvia usiadły razem na starej sofie. Nie mieli jedzenia, poza ostatnią zimną butelką Emiliano. Nie mieli światła, poza księżycem przebijającym się przez połamane deski okien, ale mieli dach.
Byli bezpieczni przed wiatrem. "Jutro zobaczymy, co zrobimy," powiedziała Renata. Jego głos był ledwie szeptem w ciemności. Silvia skinęła głową, już półprzytomna. W tym opuszczonym domu, pośrodku niczego, po raz pierwszy od dawna, Renata poczuła coś, co nie było strachem. Światło pustynnego słońca, jasne i nieustępliwe, obudziło Renatę ze świadomości. Każdy mięsień w jego ciele bolał. Emiliano był obudzony w łóżeczku, ale nie płakał. Wpatrywał się z fascynacją w drobinki kurzu tańczące w promieniu słońca.
Silvia stała przy zabitym deskami oknie, próbując zajrzeć przez wąską szczelinę. "To miejsce jest mi znajome," powiedziała nagle Silvia, a w jej głosie słychać było dziwne zamieszanie. "To niemożliwe, babciu. Jesteśmy mile od domu," odpowiedziała Renata, wstając z twardej sofy. Renata miała absolutny priorytet. Musiałem znaleźć wodę i jedzenie. Ostrożnie wyszedł z domu. Poranne słońce odsłaniało posiadłość. Była mała, ale miała studnię. Renata pobiegła do niego, obawiając się, że jest suchy.
Chwycił zardzewiałą korbę i cudem, gdy z wysiłkiem ją obracał, wyleciał strumień czystej, zimnej wody. Płakała z ulgą. Napełniła pustą butelkę, by ją umyć i wróciła do środka. Babciu, jest woda, jest studnia i działa. Silvia jednak jej nie słuchała. Był w kuchni z ręką opartą o łuszczącą się ścianę z adobe. Twój dziadek, niech Bóg ma go w chwale, zaczęła Silvia. Arturo pamiętał jej męża, który zmarł wiele lat temu. Zawsze chciał zbudować taki dom, z dala od całego hałasu.
Pamiętał Arturo, dobrego i pracowitego człowieka. Pracował na polach Chile w pobliżu tego miejsca. Oszczędzał każdą zarobioną złotówkę. Silvia dotykała ściany, jakby dotykała ukochanej twarzy. Ale Luis i Jorge zawsze chcieli więcej. Chcieli miasta, chcieli łatwej kasy. Nigdy nie rozumieli swojego ojca. pamiętała, gdy Arturo poważnie zachorował. Luis i Jorge, już nastolatkowie, rzadko go odwiedzali w pokoju, narzekali na zapach lekarstw w domu. Te pieniądze wydajesz na lekarza, mamę, powiedział kiedyś Luis z chłodem nieodpowiednim do jego wieku.
Moglibyśmy go użyć na zakup pickupa. Silvia czuła ten sam gniew co wtedy. To ich ojciec, krzyknął na nich, ale nie obchodziło ich to. Gdy Artur zmarł, pytali tylko o spadek. Nie było spadku, tylko długi i dom rodzinny. Nigdy nie chcieli takiego życia, życia ciężkiej pracy, mówiła Silvia, bardziej dla siebie niż dla Renaty. Dlatego nienawidzili twojej matki, bo była jak Arturo, skromna, pracowita. Nie prosiła o nic. Renata zrozumiała wtedy głębię urazy ciotki i wuja.
To nie tylko przez pieniądze, ale przez to, kim byli. Ich matka, a teraz Renata z Emiliano, przypominały im życie, którego nienawidzili, życie, którego czuli się zbyt dobrymi, by być jego częścią. "No cóż, to jest nasze życie," powiedziała Renata z nową determinacją. "Musimy znaleźć jedzenie." Sprawdził jeszcze raz szafki kuchenne w lepszym świetle. Na dnie spiżarni, za zardzewiałymi i nieczytelnymi puszkami, znalazł skarb, zamkniętą torbę z papieru ryżowego i kolejną z suszonymi fasolami.
Były stare, ale wyglądały na jadalne. Babciu, patrz, jedzenie. Mogli zagotować wodę ze studni w starym, zardzewiałym garnku, który znaleźli na kuchence. Mieli szansę. Gdy czyściła garnek kominowy, by później rozpalić ogień, Renata poczuła coś luźnego, cegłę adobe na wewnętrznej ścianie. Wyglądał inaczej niż inni. Poruszona ciekawością, pociągnęła go. Wyszedł bez trudu. Za nimi, w małej, ciemnej, znajdowało się drewniane pudełko. Nie była duża, ale dobrze ukryta.
Babciu! Zawołała Renata. serce znów mu biło szybciej. "Spójrz na to, zobacz, co znalazłem." Silvia podeszła. Jego wzrok utkwiony był w pudełku, które Renata trzymał w drżących dłoniach. Był pokryty kurzem, ale drewno było dobrej jakości, ciemne i gładkie. Miała małą metalową zatrzaskę, zardzewiałą przez upływ czasu, ale nie była zamknięta. Renata z trudem otworzyła je, metal skrzypiał w proteście. Ręce mu drżały. Co by znaleźli? Pieniądze, biżuteria, coś, co uratowałoby ją od tego cierpienia.
Powoli podniósł wieko. Zawartość odebrała im dech, ale nie z powodu, którego się spodziewali. W środku nie było złota, były papiery, plik listów związany niebieską jedwabną wstążką, a pod nimi mały zeszyt z wytartej skóry, którego okładka stwardniała przez lata. "Listy," powiedziała Renata, a w jej głosie pobrzmiewało głębokie rozczarowanie. "To tylko stare listy i dziennik. Nie mów sama, dziewczyno," zganiła ją cicho Silvia. "Czasem słowa są warte więcej niż złoto.
Déjame ver, tomó el fajo. Las cartas no eran de Renata ni de Silvia. La caligrafía era elegante, pero temblorosa, como escrita con prisa. Silvia leyó el destinatario en el primer sobre. Para mi querido Arturo. El corazón de Silvia dio un vuelco. Arturo, tu abuelo. Renata estaba confundida. Pero, ¿quién las escribió? Tú, abuela. No sabía que Silvia negó con la cabeza, sus ojos nublados por el pasado. Yo no escribí estas cartas, Renata. Yo yo apenas sé escribir mi nombre.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
