Sprawdził listę gości raz, dwa i trzy razy. powoli przesuwając palcem po imionach. "Nie widzę tu żadnego Richardsona," oznajmił na tyle głośno, by inni przybywający goście mogli to usłyszeć. "Czy mogłabyś to jeszcze raz sprawdzić?" Simone zapytała uprzejmie, zachowując spokój. "Na pewno na mnie czekają." Jack wykonał przesadny gest, patrząc z powrotem na swoją listę, mrużąc oczy, jakby imiona mogły się magicznie zmienić. Powoli pokręcił głową.
Nie, nigdzie nie ma Richardsona. Za Simone podeszło białe para z zaproszeniem. Jaque ledwo na nią spojrzał, zanim pożegnał się z nimi największym uśmiechem tej nocy. Miłego wieczoru! krzyknął do nich radośnie. Simone to zauważyła i poczuła ścisk w żołądku. "Ale mam tu zaproszenie," powiedział, starając się zachować spokój. Jacke uniósł swoje eleganckie zaproszenie, to samo, które pozwoliło dziesiątkom gości wejść bez pytania, i pokręcił głową z pogardą.
"Pani, dziś każdy może udawać te rzeczy. Drukują je w quinco, sprawiają, że wyglądają oficjalnie. Musimy być ostrożni. Gdy to mówił, obok nich przeszedł inny gość z zaproszeniem, które było wyraźnie wydrukowane na zwykłym papierze. Nawet drogi karton, z którego zrobiono Simone's. Jaque pozwolił mu przejść, nie oglądając go dwa razy. Jaque powiedział do Simone, wyciągając rękę, wyczekując. Podała mu prawo jazdy, ważny dokument tożsamości stanu Nowy Jork ze wszystkimi niezbędnymi środkami bezpieczeństwa.
Jack podniósł ją i zaczął badać z intensywnością eksperta sądowego. Trzymał ją przy świetle, kilka razy porównywał zdjęcie ze swoją twarzą. Przesunął palcem po powierzchni, jakby szukał nieregularności. Wyjął nawet małą latarkę i oświetlił ją różnymi częściami licencji. To wydaje mi się nieprawdziwe," oznajmił na głos, upewniając się, że pobliski goście go słyszą. "Zdjęcie nawet nie wygląda jak ty." Zdjęcie było dokładnie takie jak ona.
To było profesjonalne zdjęcie zrobione zaledwie 6 miesięcy wcześniej w DMV, wyraźnie i niezaprzeczalnie jego twarz. Ale Jaque tak naprawdę nie oglądał zdjęcia. Szukał jakiejkolwiek wymówki, jakiegokolwiek powodu, by odmówić mu wejścia. Zapewniam cię, że to całkowicie legalne," powiedziała Simone, a cierpliwość kończyła się. "Będziemy musieli to zweryfikować z zarządem," oznajmił Jaque, odchodząc z dowodem tożsamości i zaproszeniem. "Będziesz musiał poczekać tutaj, aż to sprawdzimy." I tak rozpoczęły się najdłuższe dwie godziny dorosłego życia Simone Richardson.
Stał na zewnątrz w zimną październikową noc, obserwując, jak setki gości wchodzą do budynku bez żadnych problemów. Temperatura spadała, a jej elegancka sukienka ledwo utrzymywała ciepło przed jesiennym zimnem. Patrzyła, jak pary śmieją się i rozmawiają, przechodząc obok niej, kierując się do ciepła i luksusu penthouse'u nad nimi. Widział przedsiębiorców rozpoznawalnych z okładek magazynów, celebrytów poznanych na innych wydarzeniach charytatywnych oraz towarzyskie, których darowizny osobiście dopasowywał przez swoją fundację.
Żadne z nich nie zostało poproszone o identyfikację, nie kazano im czekać, nikt nie został potraktowany jak potencjalny przestępca próbujący zakraść się do miejsca, które do nich nie należało. Co około 20 minut Jacke pojawiał się z aktualizacją, która nie była niczym nowym. Kontynuował konsultacje z kierownictwem i powiedział udawanym tonem przeprosin: "To nie powinno zająć dużo czasu." Ale przez szklane drzwi Simone widziała Jaque'a wyraźnie.
Nie dzwonił ani nie rozmawiał z żadnymi menedżerami, po prostu stał. Od czasu do czasu rozmawiał z innymi członkami personelu. Czasem śmiał się z innymi ochroniarzami. Nic nie zweryfikował. Celowo ją ociągał, mając nadzieję, że się zirytuje i odejdzie. Czekając, Simone obserwowała rozwijające się wokół niej dynamikę społeczną. Inni goście, którzy przyszli późno, mogli natychmiast przejść. Grupa młodych ludzi, najwyraźniej pijanych, została przyjęta z otwartymi ramionami.
Kobieta, która wyraźnie przegapiła zaproszenie, została wpuszczona tylko dlatego, że Jacke rozpoznał ją z poprzednich wydarzeń. Ale Simone stała na zewnątrz, drżąc w swojej drogiej sukience, traktowana jak niechciana intruzka. W pewnym momencie obok niej przeszła kobieta w płaszczu z norek i odeszła, jakby bliskość Simone mogła ją zanieszkodliwić. Inny gość patrzył na nią, szepcząc do towarzysza, że niektórzy ludzie po prostu nie wiedzą, gdzie jest ich miejsce.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
